Powieść pt. „Przetrwać rozstanie” nie wzbudziła we mnie nawet cienia entuzjazmu. Gdybym miała możliwość, zmodyfikowałabym jej tytuł na bardziej odpowiedni – „Przetrwać przeczytanie”.
Książka opowiada o Bernadetcie - trzydziestoparoletniej kobiecie, która wyjeżdża do Niemiec, aby tam zadomowić się, zarobić trochę pieniędzy, a w rezultacie sprowadzić do tego kraju swoją rodzinę i już do końca żyć błogo i dostatnio. Jedyną osobą, którą tam zna jest Regina – koleżanka z dzieciństwa. Zatrzymuje się u niej w domu i poznaje Arona - chłodnego i niedostępnego nauczyciela muzyki. Nie trzeba posiadać wybitnej intuicji, żeby już na początku wiedzieć jak zakończy się spotkanie tych dwojga. Można się tylko pomylić co do miejsca. Obstawiałam auto, ale wyszedł mech w lesie.
Romans kochanków przebiega wzorowo – zakochani urządzają sobie potajemne schadzki, uprawiają seks w najdziwniejszych miejscach i prowadzą płytkie rozmowy o niczym. „Gdy mnie dotykasz, przechodzą mi dreszcze”, „Moja miłość do ciebie to nie jest tylko chwila”, „Wypełniasz moje życie” itd. Słodko, aż mdli. Para planuje wspólną przyszłość. Niestety, całą sielankę krzyżują podejrzenia żony Arona oraz rychły przyjazd Pawła – męża Bernadety. Jakby tego było mało, bohaterka zachodzi w ciążę. Po wielu negocjacjach, próbach rozstania, ckliwych pożegnaniach i powrotach oboje postanawiają powiedzieć o tym, co ich łączy. Co dalej? Okazuje się, że życie zakochanych po tym, jak zrujnowali swoje rodziny, nie jest już tak kolorowe jak przedtem. Zaczynają się kłamstwa, niedomówienia i walka o dzieci. Oczywiście ten związek jak każdy, który jest budowany na cudzym nieszczęściu, popada w ruinę.
Książka nie ujęła mnie niczym. Ani kreacją bohaterów, ani opisanym w niej światem, który przedstawiany jako fascynujący jest w rzeczywistości zgniły do szpiku kości. Wszystkie teksty, podobnie jak piosenki Modern Talking, zostały napisane na jedną nutę. Bohaterowie, mimo że są dorosłymi ludźmi, zachowują się i myślą jak nastolatkowie. Dla chwilowego zauroczenia i kilku zbliżeń oboje byli w stanie zniszczyć swoje rodziny, skrzywdzić dzieci, grać przed innymi niezłą farsę. Jednak okazało się, że kilka upojnych nocy przeżytych ukradkiem to za mało, żeby zbudować szczęśliwą rodzinę.
Uważam, że powieść błędnie, bezrefleksyjnie próbuje pokazać na czym polega miłość. W książce została ona sprowadzona do seksu i słodkiego szczebiotania czułych słów, które przerwało pierwsze nieporozumienie. Całe zło, które stało się za sprawą romansu bohaterów, zostało usprawiedliwione i zepchnięte na dalszy plan, bo przecież miłość nie zna granic! Nieprawda. To głupota nie zna granic.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Christine Błaszkowska, „Przetrwać rozstanie”, wyd. Novae Res, Gdynia 2014
Komentarze