„Przeznaczeni” – recenzja

Recenzja książki „Przeznaczeni”.
Katarzyna Grochola powraca w wielkim, powieściowym stylu.

Od ostatniej powieści Katarzyny Grocholi, czyli pisarki, której żadnej czytelniczce lubującej się we współczesnej literaturze kobieciej przedstawiać nie trzeba, minęły aż cztery lata. To nietypowe dla autorki, wcześniej bowiem, przed wydaniem wyjątkowej, bo ukazującej męski punkt widzenia pozycji „Houston, mamy problem!”, powieści pojawiały się niemal co roku. W 2011 roku miała miejsce premiera „Makatki”, w 2010 „Zielonych drzwi”, w 2009 „Kryształowego anioła” i tak dalej. Między 2012 a 2016 rokiem zaś fani mogli zaopatrzyć się co najwyżej w jeden z dwóch zbiorów opowiadań. Czyżby Grochola zakończyła przygodę z powieścią? Dziś już wiemy, że na szczęście nie.

Mimo faktu, że autorka wróciła do długiej formy: powieści, w „Przeznaczonych” widać przywiązanie do form krótszych. Całość książki bowiem składa się z osobnych wątków, takich a la opowiadań, które splatają się ze sobą za pomocą miejsc i bohaterów. Głównych bohaterów jest czterech: pisarka o skomplikowanym życiu miłosnym Olin, zagubiona i pracująca w kasynie Gabrysia, młody i uzdolniony grafik Mateusz oraz niepewny jutra alkoholik Kuba. Pierwsza trójka szuka miłości, Kuba zaś stabilizacji, niezależności. W szerszej perspektywie można jednak powiedzieć, że wszyscy szukają tego samego: szczęścia i spełnienia.

Książka liczy ponad pięćset stron, a język, którym została napisana, jest jak miód na pragnące słodyczy serce. Nie ma w niej podziału na zwykłe rozdziały. Wątki zaczynają się i urywają, przedzielają je pojedyncze gwiazdki. Choć mogłoby się wydawać, że to zbyt wiele treści jak na jeden raz, zabieg wcale nie sprawia, że czytelnik się gubi. Każda z historii bowiem jest tak różna, a świat zbudowany przez Grocholę tak plastyczny, że można poczuć się jak na spotkaniu przy herbatce lub winku z przyjaciółką, która chce nam opowiedzieć kilka historii naraz, ale ciągle przypominają jej się nowe szczegóły, więc przeskakuje między wątkami, żadnego jednak nie gubiąc.

Kocham książki, w których już po przeczytaniu pierwszych kilku stron widać, że autorzy są dojrzali pisarsko i utalentowani. Że potrafią i kochają pisać. Że mają pomysł, zapał i warsztat. „Przeznaczeni” zdecydowanie są jedną z nich. Jeśli Grochola czekała tyle lat na wydanie nowej powieści, bo wcześniej nie czuła się na siłach lub nie miała wystarczająco dobrego pomysłu, uważam, że postąpiła słusznie. Zamiast puszczać w świat pierwszą lepszą miernotę, przetrzymała trochę fanów, aż w końcu mogła im podarować coś, za co nie musiałaby się wstydzić. Jeśli więc na kolejną powieść będę musiała czekać lata, cierpliwie poczekam. Nie ukrywam jednak, że po „Przeznaczonych” mam apetyt na więcej już teraz.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Katarzyna Grochola, Przeznaczeni, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat