„PS. Nie szukajcie mnie” – recenzja

Recenzja książki „PS. Nie szukajcie mnie”.
Błękitny plymouth, starsza pani, ciężarna włamywaczka i tajemnica sprzed ponad pół wieku.

Mistrzyni kryminału - Agatha Christie w jednej ze swoich książek napisała, że „Można dochodzić do prawdy dla samej satysfakcji jej wykrycia”. Ale czy tylko? Dobry kryminał funduje nam rosnące napięcie, nagłe zwroty akcji, arkana odkrywania tajemnicy…Emocji rodzących się przy tej literaturze nie sposób porównać do jakichkolwiek innych. Może to tłumaczyłoby panujący przez ostatnie lata w Polsce „boom” na skandynawską beletrystykę, w szczególności na powieści kryminalne. Jo Nesbo, Camilla Läckberg, Lars Bill Lundholm, Henning Mankell – to pisarze, których pozycje nie schodzą z list najbardziej poczytnych książek. O Leenie Parkkinen nie słyszałam wcześniej, dlatego też zaczęłam czytać książkę z zaciekawieniem. Nie rozczarowałam się.

Osiemdziesięciotrzyletnia Karen Valter mieszka wraz ze swoim synem Erikiem. Kobieta dusi się w jego domu, dlatego też potajemnie wymyka się, zabiera samochód i wybiera się w podróż na wyspę Fetknoppen. Tam, kilkadziesiąt lat wcześniej, została zamordowana jej przyjaciółka – Kersti. O zbrodnię został oskarżony Sebastian – ukochany brat Karen, który przed zakończeniem sprawy popełnił samobójstwo. Kobieta, mimo upływu czasu, nadal przeżywa zajście sprzed pół wieku i nie wierzy, że jej brat byłby zdolny do tak bestialskiego czynu.

W trakcie wyprawy kobieta zajeżdża na stację benzynową i staje się ofiarą napadu, w którym uczestniczy ciężarna osiemnastolatka. Karen pomaga dziewczynie. Wkrótce między kobietami rodzi się swego rodzaju przyjaźń. Mimo tego, że obydwie zaciekle bronią swoich sekretów, łączy je nić wzajemnego porozumienia oraz wola niesienia sobie wzajemnej pomocy.

Autorka niezwykle umiejętnie kreśli fabułę całej powieści. W czasy współczesne wplata epizody z młodości Karen. Fetknoppen – mała zapomniana wyspa na końcu fińskiego wybrzeża nie jest dla Karen „krajem lat dziecinnych”, ale areną zmagań z trudną i bolesną przeszłością. Parkkinen w niezwykle sugestywny sposób kreśli surowy klimat wyspy oraz równie surowe relacje łączące jej mieszkańców. Trudy życia nieodłącznie związane były z trudnymi międzyludzkimi relacjami pełnymi napięć, lęków, wątpliwości, tęsknoty za lepszym życiem. Dramat, jakim była śmierć młodziutkiej Kersti, był dla społeczności Fetknoppen dodatkowym ciosem, który wzbudził ogromne poruszenie i zasiał nienawiść skierowaną na Karen i jej najbliższych. Dopiero po wielu latach bohaterka postanowiła zmierzyć się ze zmorą sprzed lat i pozbyć się etykietki „siostry mordercy”.

Myślę, że jest to powieść, która może podobać się czytelnikom i spełnić oczekiwania czytelników. Nie jest to kryminał w czystej postaci, a raczej powieść obyczajowo – psychologiczna z wątkiem kryminalnym. Została napisana bardzo lekkim językiem, pokazuje wiele aspektów ludzkiego życia. Myślę, że w najbliższym czasie sięgnę po inne pozycje tej nieznanej jeszcze autorki.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Leena Parkkinen, „PS. Nie szukajcie mnie”, wyd. Świat Książki, Warszawa, 2015 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat