Psy towarzyszą nam od zarania dziejów i są zwierzętami, które ludzie ukochali najbardziej. Początkowo psy pomagały w tropieniu zwierzyny, ochraniały domostwa, ratowały. Dziś, do tego, co wymieniłam, dodałabym, że dodatkowo dbają o naszą kondycję fizyczną i psychiczną, rozładowują napięcie i stres oraz pomagają w nawiązywaniu nowych znajomości. Jaki powód by to nie był, nie zmienia on faktu, że te czworonożne stworzenia są najwierniejszymi przyjaciółmi człowieka. Psy można spotkać praktycznie wszędzie - w naszych domach, w policji, w wojsku, w służbie celnej, a nawet w ośrodkach rehabilitacyjnych. Ich rola jest nie do przecenienia.
To właśnie tym przesympatycznym stworzeniom postanowił przyjrzeć się Marcin Przewoźniak w swojej najnowszej książce „Psy, pieski, psiaki”. Znajdziemy w niej, co zapewne nie będzie zaskoczeniem, osiem opowiadań, w których to właśnie psy grają pierwsze skrzypce. A właściwie siedem, gdyż pierwsze poświęcone jest omówieniu zagadnienia, jak to się stało, że pies został najlepszym przyjacielem człowieka.
W książce znajdziemy historię powstania najlepszych psich przysmaków, opowieść o jamniczku z kliniki dla zwierząt, który został taksówkarzem najmniejszych stworzeń oraz o kosmopsiakach, które podbiły przestworza szybciej od człowieka. W książeczce nie zabraknie też opowieści o prawdziwych psich bohaterach – o Apollo i Sirrusie, którzy dzielnie pomagali w ratowaniu ludzi z płonących wieżowców WTC; o Uszatym, który uratował samą angielską królową; o Puku – psiej gwieździe kina oraz o Barrym – psie ratowniczym - który uratował chłopca na górskim szlaku. Zapowiada się wspaniale, nieprawdaż?
I tak rzeczywiście jest! Historie są dość krótkie, dzięki czemu mały miłośnik tych futrzastych czworonogów nie zdąży się znudzić. Napisane są naprawdę przystępnym, zrozumiałym i lekkim językiem, w sam raz dla dzieci. Mnie chyba w konsternację wprawił tak naprawdę jeden fragment: „Trochę dawno, a trochę niedawno temu, kiedy Twoi rodzice byli jeszcze całkiem mali albo bardzo młodzi, banda terrorystów postanowiła przestraszyć świat. Źli ludzie porwali samoloty i rozbili je o wieżowce”. „O rety!” – pomyślałam – „Przecież to o zamachu na WTC! Jak można ten temat tak strywializować?”. Oczywiście ja doskonale wszystko pamiętam; ten moment, gdy dowiedziałam się, że wieżowce w Nowym Jorku płoną; pamiętam jak dziś wszystkie emocje ze strachem na czele. Jednak po chwili namysłu stwierdziłam, że swojemu małemu synkowi tamto wydarzenie bym dokładnie tak samo tłumaczyła jak autor, po dziecięcemu, aby potrafił zrozumieć, co się wtedy wydarzyło. Nie wspomnę o tym, że przy tym fragmencie poczułam się strasznie staro. Przecież to było 20 lat temu, a ja mam wrażenie, że może z 5-6, bo wszystko doskonale pamiętam…
Książka jest naprawdę sympatyczną lekturą, która potrafi oderwać i dziecko, i od rodzica na kilka chwil. Historyjki są dość ciekawe i myślę, że spodobają się dzieciom w wieku przedszkolnym. Dla młodszych mogą być za długie, dla starszych – nieco przynudne. Całość doskonale dopełniają ilustracje Mai Barskiej. Stylistyka ilustracji jest kompletnie nie w moim klimacie; preferuję inną kreskę, lecz mój synek był nimi zachwycony i oglądał je po kilka razy.
Książeczkę polecam gorąco – tym mniejszym i tym większym miłośnikom psów. Niechże i nasi pupile mają pomniki trwalsze niż ze spiżu.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Marcin Przewoźniak, „Psy, pieski, psiaki”, Wilga, Warszawa, 2021.
Komentarze