Feeria nie pozwala się czytelnikom nudzić. Kilka miesięcy po drugiej części „Plagi samobójców” na rynku ukazuje się trzeci tom będący w rzeczywistości... częścią zerową sagi Suzanne Young! Nie opowiada o życiu Sloane, ba, nie wspomina o niej nawet słowem. Jest prequelem, co oznacza, że przedstawia zupełnie inną historię, rozgrywającą się przed powstaniem Programu. W sprawę zamieszany jest doktor Arthur Pritchard, twórca kuracji dla niedoszłych samobójców. Świat znów widzimy z perspektywy nastolatki, tym razem siedemnastoletniej, o imieniu Quinlan. A ponieważ oprócz ogólnego charakteru sci-fi w powieści Young nie mogło zabraknąć wątku romantycznego, dziewczynie towarzyszy przystojny, zbuntowany Deacon.
Przymierzając się do książki, sądziłam, że historia będzie bardzo podobna, a nawet jeśli nie bardzo, to ze względu na wspólny z częścią pierwszą i drugą świat utrzymana w tym samym klimacie. Podczas czytania jednak, już po kilku rozdziałach, zorientowałam się, że „Remedium” jest nie tylko osobną opowieścią, ale równie dobrze mogłaby zostać wydana jako książka spoza sagi „Program”. Nie należy jej zatem traktować jako powiązaną – jeśli tak, to bardzo luźno – ale osobną, zasługującą na własnych fanów całość. Przede wszystkim klimat sci-fi opiera się tu na innych elementach. Nie ma „magicznych pigułek” – choć jest herbatka odpowiadająca za prawdomówność – ani złowrogich kuracji. Jest za to zawód sobowtóra, który polega na krótkotrwałym wcielaniu się w niedawno zmarłe osoby, by pomóc ich rodzinom uporać się ze stratą. Quinlan jest jednym z nich, najlepszym w wydziale. Kiedy wszystko idzie doskonale, nagle jej ojciec – z polecenia doktora Pritcharda – łamie regulamin i wysyła córkę na kolejne zlecenie, co grozi rozpadem jej tożsamości.
Historia jest bardzo ciekawa. Po przeczytaniu zastanawiałam się nawet, czy lepsza od „Plagi samobójców”, ale ostatecznie uznałam, że nie. Wydarzenia przedstawione w placówce Programu mimo wszystko deklasują każdy inny pomysł. W „Remedium” sci-fi wyczuwalne jest mniej, na pierwszy plan wychodzi romans, nawet podwójny. Wciąż czuć, że Young pisze z myślą o nastolatkach, bo fabuła jest nieco naiwna, ale w przyjemnym sensie, dzięki niej można poczuć się nieco młodszym. Jak każda poprzednia część, książka została podzielona na części, te zaś na krótkie rozdziały. Akcja jest dużo spokojniejsza niż w „Krucjacie samobójców”, za to w pewnym momencie emocje sięgają wyżej. Pod koniec historia pędzi jak szalona, a kończy się w cudowny, otwarty, dający pole do kontynuacji sposób.
Znów pozwolę sobie napisać, że książkę polecam osobom z przedziału wiekowego 10-20, szczególnie płci pięknej. Jeśli jeszcze nie czytałyście żadnej z części, proponuję wziąć od razu wszystkie trzy. Zbliżają się wakacje, więc powieści świetnie się sprawdzą podczas leniuchowania na łące czy plaży i opalania ciała. Treść jest lekka i przyjemna, momentami burzliwa, zupełnie jak polskie lato.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Suzanne Young, Remedium. Program część 0, Łódź, Feeria, 2016
Komentarze