Tytułowa rezydencja to Arrowood. To najokazalsza posiadłość leżąca nad brzegiem Missisipi w południowej części stanu Iowa. Cieszy oko swoją wspaniałością, a pięknością przyćmiewa inne posiadłości, jednak skrywa w sobie mroczną tajemnicę, która nie została rozwikłana. Dwadzieścia lat temu z terenu posesji, w nieznanych nikomu okolicznościach, zaginęły bliźniaczki, którymi opiekowała się główna bohaterka – Arden. Dziewczynki nie odnalazły się, a rodzice nie mogąc dojść do porozumienia rozwiedli się i opuścili dom, aby zamknąć za sobą ten bolesny rozdział. Arden tak naprawdę cały czas dręczą wyrzuty sumienia i mimo upływu czasu nie potrafi sobie z nimi poradzić. Nie może skończyć pisania pracy magisterskiej i wdaje się w niefortunny romans. Gdy jej ojciec umiera, Arden otrzymuje Arrowood w spadku i postanawia do niej wrócić, aby rozwikłać zagadkę zaginięcia swoich sióstr. Niedługo po przybyciu na miejsce dziewczyna łączy swoje siły z Joshem Kyle’em, który zajmuje się niewyjaśnionymi sprawami kryminalnymi i para rozpoczyna prywatne śledztwo.
„Rezydencja” to powieść skrywająca w sobie mnóstwo motywów, które lubię. Stary, okazały dom kryjący tajemnicę, zagadkowe zaginięcie, dociekanie prawdy po latach. Miejscami ta powieść bardzo przypominała mi „Najmroczniejszy sekret” Alex Marwood, jednak fabuła, którą stworzyła Laura McHugh jest nieco wolniejsza, bardziej senna. Trzeba przyznać, że autorka doskonale potrafi stworzyć mroczą, duszą atmosferę małego, amerykańskiego miasteczka. Czytając powieść, miałam wrażenie, że Arrowood żyje swoim życiem – zapach stęchlizny, odgłosy dochodzące z rur, stare okna, których nie można otworzyć, zaschła plama na kuchennym blacie. Te wszystkie szczegóły niesamowicie wpływają na wyobraźnię. Miejscami jednak miałam wrażenie, że tych opisów jest wręcz za dużo; chciałam, aby akcja się nieco szybciej rozwijała; aby autorka zamiast rozwodzić się nad welurową sofą w salonie przeszła do sedna sprawy. Uważam, że taka ilość detali negatywnie wpływa na odbiór książki – nikt ich nie potrzebuje w tak dużej ilości i – co ważniejsze – nikt ich nie zapamięta.
Na szczęście poza tymi szczegółami książka okazała się naprawdę dobra. Nie nazwałabym tej powieści thrillerem, uznałabym ją raczej za powieść obyczajową z wątkiem sensacyjnym. Nie ma tu scen, po których nie można zasnąć, nie ma dramatycznych zwrotów akcji ani paranormalnych zjawisk. Znajdziemy jednak ciekawą opowieść o rodzinie, która nie wytrzymała próby zgotowanej przez los; o tym, jak tajemnice z przeszłości wpływają na teraźniejszość oraz o tym, jak działa mechanizm wypierania. Autorka uzmysławia nam jak ważne są nasze korzenie, nasz dom i kultura, w której wzrastaliśmy. Dodam, że zakończenie powieści jest naprawdę nieprzewidywalne. Może nie ma efektu wow, ale McHugh zaimponowała mi kreatywnością.
„Rezydencja” to nieco nostalgiczny dreszczowiec idealny na wolny, leniwy dzień. Historia płynie lekko i dość spokojnie aż do ostatnich stron. Jeśli lubicie senną atmosferę małego miasteczka, nierozwikłane tajemnice, klimatyczne opowieści rodzinne to „Rezydencja” spełni wasze oczekiwania. Polecam!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Laura McHugh, „Rezydencja”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2021
Komentarze