„Robert i Róża” – recenzja

Recenzja książki „Robert i Róża”.
Potrafię śmiać się z każdej sceny. Potrafię rozpoznać wszystkie nawiązania do dzieł literackich. Brawo ja!

Każda przeczytana książka zostawia w Tobie jakąś maleńką cząstkę siebie. Czasem wywołuje w nas wielkie myśli, innym razem obnaża ignorancję, a czasem… budzi zdrowy, gromki śmiech.

Proszę wyobrazić sobie taką scenę. Zatłoczony pociąg. Temperatura oscyluje w okolicach 30 stopni.  Najmniejszy ruch ręki może spowodować zamieszanie w zniecierpliwionym i znudzonym tłumie. Nagle jedna z pasażerek zaczyna śmiać się. Na początku dość cicho, potem coraz głośniej. Starsze panie patrzą na nią z dezaprobatą. Inni dziwią się, że ktoś w takich warunkach śmie mieć dobry humor. Chłopak stojący obok chrząka i zwraca uwagę niesfornej pani: „Jak ty się zachowujesz? Z kim ja podróżuję? Z głupią nastolatką?”. Nie, skądże. Podróżujesz ze mną. A ja czytam fragment o tym jak Robert i Róża pokłócili się o „Władcę Pierścieni” wyzywając się przy tym od zdewociałych konowałów.

Z tą przesympatyczną powieścią postanowiłam spędzić długi weekend czerwcowy. Na początku bałam się, że może być ona w jakiś sposób podobna do „Dynastii Miziołków” – wałkowanej przeze mnie co roku szkolnej lektury, która na tym etapie przyprawia mnie już tylko o palpitacje serca. Na szczęście po przeczytaniu paru stron odetchnęłam z ulgą.

Powieść opowiada o nietypowej jak na obecne czasy rodzinie Niziołków, której życie toczy się wokół kupowania, gromadzenia i czytania książek oraz dyskutowania o nich. Rodzina oddycha i żywi się literaturą, żyje życiem swoich ukochanych bohaterów literackich.

Głowa rodziny – Robert Niziołek – największy na świecie wielbiciel Tolkiena poznaje w czasach studenckich Różę Kotoń – fankę wszystkiego, co można przeczytać. Młodzi od razu zakochują się w sobie i postanawiają założyć rodzinę, zgromadziwszy uprzednio odpowiedni arsenał książek. Taka para po prostu nie mogła spłodzić normalnych dzieci.

Gosia, Janek i Ela od małego wychowują się pośród wielu dzieł literackich. Wyjątkowość dzieci oraz ich oczytanie sprawiły, że rodzice niejednokrotnie musieli „świecić oczami” za wybryki swoich pociech. Dzieci nie raz i nie dwa udowodniły, że swoją wiedzą przewyższają swoich nauczycieli oraz że kluczem do sukcesu jest wyobraźnia. Dzięki wielu humorystycznym scenom oraz  zabawnym i wartkim dialogom książka czyta się sama.

„Robert i Róża” to literacki kąsek, jednak nie dla wszystkich. Osoby, które nie znają bohaterów czy książek, o których mowa w powieści mogą mieć problemy ze zrozumieniem niektórych scen. Może to wywołać wrażenie jakiegoś nieuporządkowania lub braku konsekwencji.

Jedyną wadą tej wspaniałej książki są zbyt długie dywagacje rodziny na jeden temat. Jako przykład mogę podać dyskusję na temat filmu i książki „Władca Pierścieni”. Małżonkowie przez kilka stron toczyli jałowy spór na temat wielu niedoskonałości adaptacji tej wspaniałej lektury.

Mimo tego rodzina Niziołków bardzo szybko podbiła moje serce, gdyż oprócz szczerej miłości do książek potrafią tym uczuciem obdarowywać siebie nawzajem. Niosą nadzieję, napawają optymizmem oraz pokazują jak ogromną wartością jest czytanie książek.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Małgorzata Klunder, „Robert i Róża”, wyd. Replika, Zakrzewo, 2015 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat