„Ród wyklętych” – recenzja

Recenzja książki „Ród wyklętych”.
„Zło nie zniknie tylko dlatego, że zamkniecie oczy, że w niedbałym geście machniecie ręką.”

Zło, mroczna przeszłość i tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego - to motywy przewodnie powieści Maggie Moon. Znane i oklepane? Być może. Jednak jak mawia jedna z moich koleżanek - pasjonatka gotowania: „Przecież jedną rybkę można przyrządzić na tysiące sposobów i za każdym razem wydobywać z niej inny smak”. W przypadku „Rodu wyklętych” sprawdziło się to w stu procentach.

Kiedy po raz pierwszy wzięłam powieść do rąk, bałam się jej otworzyć. Okładka wydała mi się strasznie tandetna i bałam się, że oto mam przed sobą kolejną infantylną opowiastkę ze sztampowymi bohaterami na czele i przewidywalnym zakończeniem, które będzie znane już w okolicach początku. Całe szczęście, że posłuchałam się znanego przysłowia, które nie każe oceniać książki po okładce i dałam się wciągnąć naprawdę wartkiej i porywającej historii.

Główną bohaterką powieści jest Zara. Ta piękna, tajemnicza dziewczyna prowadzi życie samotniczki; jest zamknięta w sobie. Wynika to z faktu, że dwa lata temu została zamordowana jej młodsza siostra, o której śmierć obwinia samą siebie. Sprawcy nie znaleziono, a policja nie zrobiła wszystkiego, aby odkryć jego tożsamość.

Przeciwległy biegun zajmuje Noel Debrett – nieziemsko przystojny mężczyzna o magnetycznym spojrzeniu, które wbija w ziemię nawet najbardziej powściągliwe kobiety. Jednak za boskim wyglądem skrywa się szatańska natura i zamiłowanie do okrucieństwa. Co może łączyć delikatną studentkę i podłego zwyrodnialca? Tajemnica. Zara już raz padła jego ofiarą w rodzinnej posiadłości Debrettów. Wtedy nie udało mu się dokończyć masakry, jednak niezaspokojone żądze i chęć zemsty każą mężczyźnie znaleźć niepokorną dziewczynę. Musi się spieszyć, ponieważ sekret jego rodziny zaczyna wychodzić na światło dzienne. Trupami znalezionymi w posiadłości zaczynają interesować się media. Coraz trudniejsze okazuje się tuszowanie zabójstw i podrzucanie fałszywych tropów…

„Ród wyklętych” to naprawdę doskonałe połączenie thrillera z elementami kryminału. Autorka zadbała o każdy detal, w nieszablonowy sposób skonstruowała swoich bohaterów i obdarzyła ich niezwykle bogatym życiem wewnętrznym. Po mistrzowsku połączyła również wydarzenia z przeszłości z tymi, które rozgrywane są w teraźniejszości. Czytając książkę miałam wrażenie, ze wszystkie jej elementy są spójne; nie musiałam do niczego wracać i niczego sobie przypominać (a to w niektórych powieściach bardzo mnie irytuje).

Maggie Moon swoim kunsztem literackim pokazała, że naprawdę warto inwestować w debiutujących, mniej znanych autorów. Uważam, że „Ród wyklętych” był dużo lepszą powieścią niż niektóre pozycje znanych pisarzy okrzykniętych przez media wyroczniami literatury.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Maggie Moon, „Ród wyklętych”, wyd. Novae Res, Gdynia, 2016 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat