Pani Dorota Koman, której recenzję miałam przyjemność przeczytać, napisała, że: „Są takie książki, w których chciałoby się choć na krótko zamieszkać, by znaleźć spokój, szczęście, sens”. Nie umiem samodzielnie sformułować trafniejszej myśli, która oddałaby niesamowity klimat tej powieści.
Wszystko, co zostało opisane w tej książce nagle „ożywa”. Czytając, miałam wrażenie, że razem z bohaterami siedzę na werandzie, słucham ich zwierzeń, wdycham zapach świeżej żywicy z pobliskich drzew. Dosłownie przez kartkę czułam smak podawanych potraw.
Bohaterowie Marii Ulatowskiej są zwykłymi ludźmi – z krwi i kości. Przeżywają swoje wzloty i upadki, chwile uniesienia i chwile rozpaczy. Gama ich problemów nie różni się w niczym od tych, które i my przeżywamy na co dzień. Zakalec zamiast pysznego ciasta, spóźnienie na ważne spotkanie, rodzinne nieporozumienia, lęk o najbliższych… Czy nie jest to nam znane? Jednak postacie z Sosnówki mają jedną niezwykłą właściwość – potrafią cieszyć się każdą chwilą i wiedzą, dokąd się udać, kiedy zaczynają tracić grunt pod nogami… Tak było i tym razem.
„Nie zmienimy przeszłości, ale przeszłość zawsze powrócić, aby zmienić nas” – tak w skrócie można podsumować historię docent Wiesi Wołyńskiej, która jest gwiazdą kolejnej opowieści o losach rodziny Towiańskich i jej przyjaciół. Ta przesympatyczna, urocza w swojej nieporadności kobieta, dostaje skierowanie na badanie serca. Wizyta w szpitalu i rozmowy z innymi pacjentkami sprawiają, że kobieta zaczyna wracać do tych chwil ze swojej przeszłości, które najchętniej zamknęłaby w worku niepamięci…
W tym samym czasie Janusz Lipieński odnajduje na strychu swojego domu skrzynkę z dokumentami, z których wynika, że jego rodzina ma pewną nierozwiązaną tajemnicę...
Z kolei Dyzio Bartczak postanawia spełnić marzenie swojej żony Irenki i zabiera ją na wycieczkę do Warszawy. Kobieta jest zachwycona miastem, jednak pewnego dnia zostaje potrącona przez młodego i szalonego fana deskorolek, którego ojcem okazuje się… właśnie pan Janusz.
Czy splot tych dziwnych okoliczności znajdzie swoje szczęśliwe rozwiązanie? Czy trudny powrót do przeszłości okaże się dla Wiesi błogosławieństwem czy przekleństwem?
Jak w każdej powieści krzepiącej serce, tak i w tej bohaterowie odnajdą swoje upragnione szczęście. Oczywiście w Sosnówce!
Uwielbiam takie książki. Dzięki nim można nabrać dystansu do świata i spojrzeć na swoje życiowe doświadczenia nieco łagodniejszym okiem. I zrozumieć, że nie warto przemierzać pół świata w poszukiwaniu czegoś, co znajduje się tuż obok…
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Maria Ulatowska, „Rodzina z Sosnówki”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 2015
Komentarze