„Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy” – recenzja

Recenzja książki „Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy”.
„(…) a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku”


Za poświęcenie dla Ojczyzny, za przelaną dla przyszłych pokoleń krew, za miłość bez granic dla biało-czerwonych barw został „nagrodzony”… najpierw torturami w mokotowskim więzieniu, potem pochówkiem w zbiorowej mogile, a dziś – milczeniem. Milczeniem w mediach, milczeniem w szkołach, milczeniem w wielu domach.

Każdy, kto choć przez chwilę uczestniczył w lekcjach literatury, zetknął się z „Przesłaniem Pana Cogito”. A może by tak pójść kilka kroków dalej i powiedzieć o „Przesłaniu Rotmistrza Pileckiego”? Jego życie jak wiersz Herberta pokazuje na czym polega heroizm mimo wszystko, heroizm bezinteresowny, heroizm, który nie oczekuje nagrody za swoje czyny ani na ziemskim padole, ani w zaświatach.

Książka Tadeusza Płużańskiego opisuje dzieje Rotmistrza i jego kompanów z AK (w tym ojca autora). Życie Rotmistrza Pileckiego naznaczyła wojna i głębokie cierpienie. Aby walczyć o niepodległy kraj, zostawił swoją rodzinę. Następnie, aby opowiedzieć całemu światu o masakrze w Auschwitz, dobrowolnie zgłosił się do obozu. Kiedy jego misji groziła dekonspiracja, uciekł wraz z dwoma więźniami. Po wojnie, kiedy wydawałoby się, że wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość, Rotmistrz został aresztowany, a następnie przetrzymywany i torturowany w więzieniu na Rakowieckiej.

A co z katami Rotmistrza? Ludźmi, którzy zrywali mu paznokcie, bili czym popadnie, przypalali okolice oczu papierosami? Nic. Niektórzy już odeszli z tego świata i zostali z honorami pochowani na Cmentarzu Powązkowskim. Inni nadal żyją wśród nas. Zapewne przechadzają się po parku, kupują pieczywo w osiedlowych sklepikach i korzystają z jesieni życia dzięki gigantycznym emeryturom, które zagwarantowało im państwo.

Książka, oprócz samego życiorysu Pileckiego, obfituje w ogrom zdjęć; wywiadów, które sam autor przeprowadził z oprawcami i dziećmi Rotmistrza oraz w relacje z wydarzeń poświęconych tej wybitnej osobowości.

Kiedy spojrzałam na zdjęcie Rotmistrza z czasów przedwojennych zobaczyłam młodego, przystojnego mężczyznę z radosnymi oczami, który mógł rzucić na kolana cały świat. A to on sam rzucił się na kolana dla naszej ojczyzny, która nie oddała mu nawet tego, co święte – czci i honoru.

Mimo, że książka opowiada o bohaterze narodowym; o kimś z kogo powinniśmy brać wzór, przebija przez nią ogromny smutek i gorycz. Autor nie może pogodzić się z tym, że Żołnierze Wyklęci nie zostali upamiętnieni; że wielu z nich nie ma swoich grobów, na których można byłoby postawić świeczkę. Co więcej ich mordercy – francuskie pieski komunistycznego systemu – żyją spokojnie. Oni nie ponieśli żadnej kary za swoje zbrodnie, gdyż komunizm nigdy nie został oficjalnie uznany za system zbrodniczy, a wielu prominentów z PRL-u przedostało się do sfer rządzących i zarówno osoba Rotmistrza, jak i wielu kompanów z armii generała Andersa nadal im zawadza…

Jeżeli miałabym sformułować jakieś przesłanie dla nas, zwykłych ludzi, płynące z tej książki, znów posłużyłabym się cytatem z wiersza Herberta. „Bądź wierny Idź”.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Tadeusz M. Płużański, „Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy”, wyd. Fronda, Warszawa, 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat