Mimo, że zawsze staram się być na bieżąco z tym, co się dzieje w naszym kraju, to polityka działa na mnie jak płachta na byka. Jeżeli w jakiejkolwiek dyskusji zaczyna się przewijać ten temat, przestaję w niej uczestniczyć. Kiedy w telewizji widzę plastikowych panów, którzy pierdzą słodkimi dyrdymałami, przełączam kanał na jakikolwiek inny, byleby tylko nie słuchać tego trajkotu. Niezwykle rzadko sięgam po powieści polityczne, dlatego też moja recenzja może okazać się nieprzydatna dla osób, które są fanami tego gatunku.
Dla „Sędziego od świętego Jerzego” zrobiłam wyjątek, ponieważ bardzo cenię blog pana Michaela Tequili, dzięki któremu dał się poznać jako niezwykle miła, wrażliwa i dystyngowana osoba. Sam też zamieścił tam recenzję swojej powieści, co rzadko się zdarza.
Sędzia Orlando, po długiej nieobecności w kraju, postanawia wrócić do swojej ojczyzny. Akurat w tym czasie premier Słabosilny z Partii Ewolucjonistów oraz pretendent do najwyższego stanowiska w kraju – Leon Gardias z Partii Nowych Kreacjonistów postanowili zmierzyć się w corocznych Igrzyskach Partii i Organizacji Politycznych. Orlando – z zawodu sędzia sportowy - w wyniku wyrafinowanych manipulacji i społecznych zawirowań, wbrew własnej woli, został zmuszony do objęcia funkcji głównego pośrednika w tym odwiecznym sporze. Czy na tym polu uda mu się osiągnąć sukces?
Tego nie mogę zdradzić. Muszę jednak powiedzieć, że mimo iż książka nie podobała mi się (podobnie zresztą jak każda książka, w której palmę pierwszeństwa dzierży tematyka polityczna), chylę czoła przed sposobem, w jaki pan Tequila nakreślił obraz współczesnej polityki. Nie trzeba być bystrzakiem, żeby dostrzec analogie pomiędzy powieścią, a areną polityczną dzisiejszej Polski. Zakłamanie, oskarżenia, płonne obietnice, nieustanne przepychanki oraz walka na śmierć i życie o przysłowiowe koryto – to te elementy polityki, które autor bezlitośnie obnażył i napiętnował.
Ponadto Tequila trafnie (aż do bólu) ukazał problemy, z którymi zmagają się przeciętni Kowalscy. Życie od wypłaty do wypłaty, narastająca irytacja na niemożność zrobienia czegokolwiek uczciwie, konieczność radzenia sobie samemu we wszystkim… Nieznośna ciężkość bytu, nieprawdaż?
Na uwagę zasługuje również nienaganna polszczyzna, dynamicznie skonstruowane dialogi autora oraz ogromna dbałość o detale.
Szczerze powiedziawszy ciężko mi tą książkę polecić i równie ciężko jest jej nie polecić. Uważam, że każdy powinien wziąć ją w swoje ręce, przeczytać, a następnie wydać swój osąd, być może zgoła odmienny od mojego.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Michael Tequila, „Sędzia od świętego Jerzego”, wyd. Novae Res, Gdynia, 2015
Komentarze