„Sekrety Sztokholmu” – recenzja

Recenzja książki „Sekrety Sztokholmu”.
Czy życie towarzystwa z górnej półki rzeczywiście jest tak bajkowe, jak można to sobie wyobrazić?

Blichtr, drogie restauracje, luksusowe limuzyny. Półnagie modelki w szpilkach roznoszą drinki facetom w garniturach od Vuittona. Szampan leje się strumieniami, półmiski uginają się od ciężaru mięs i owoców morza, w tle gra muzyka. Ludzie śmieją się, korzystają z każdej chwili. Nie wiedzą, co to bieda. Śmierć? Ich nie dotyczy. Liczy się tylko te kilka chwil tu i teraz. Jednak czy wszystko jest takie, na jakie wygląda?

Ci sami ludzie kilka chwil później oddalają się w ciemne zakątki sali, aby wciągnąć kilka kresek kokainy. Pijane w sztok kobiety leżą bezwiednie na skórzanych kanapach. Mężczyźni zaciągają swoje kochanki do brudnych szaletów na szybki numerek. Tak w rzeczywistości wygląda świat sztokholmskiej palestry.

Lennie Lee jest jednym z tych mężczyzn, którzy mają wszystko na skinięcie palcem. Kieruje popularnym magazynem, mieszka w fantastycznym apartamencie, obraca się w towarzystwie pięknych kobiet. Ma narzeczoną, którą notorycznie zdradza ze swoimi fotomodelkami. Nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia, a wręcz przeciwnie – uważa się za króla współczesnych kobiet. Niestety, wszystko się kiedyś kończy… Kiedy okazuje się, że magazyn chyli się ku upadkowi, a wpływy ze sprzedaży topnieją, przyjaciele i kochanki odwracają się od niego. Kiedy Lennie sięga dna, pomocną dłoń podaje mu znany biznesmen – Jakob Adler i zleca zorganizowanie imprezy stulecia. Czy dzięki temu przedsięwzięciu bohater odbije się od dna?

Dziennikarka Solveig Berg z powodu nieroztropnego zachowania zostaje zwolniona z redakcji. Dziewczyna nie chce zostać zepchnięta na boczny tor i postanawia zrobić wszystko, aby wrócić na szczyty sławy. Gdy policja znajduje zwłoki modelki Jennifer Leone, Solveig widzi w tragedii szansę na wybicie się i zaczyna prowadzić swoje śledztwo, które prowadzi ją właśnie do Lenniego Lee…

Powieść Hanny Lindberg można porównać do wykresu elektrokardiogramu. Po chwilach spokoju następują nagłe i wstrząsające zdarzenia, które sprawiają, że emocje idą w górę, aby następnie móc opaść i dać odpocząć rozedrganemu odbiorcy. Kolejne rozdziały odsłaniają co i rusz coś nowego tylko po to, aby zmylić czytelnika i wprowadzić jego domysły w ślepą uliczkę. Autorka prowadzi grę w kotka i myszkę, bawi się fabułą, plącze ją, aby na samym końcu zaskoczyć i zwalić z nóg.

Powieść jest debiutem autorki. Doskonałym debiutem. Czapki z głów moi drodzy i do czytania, bo naprawdę warto.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Hanna Lindberg, „Sekrety Sztokholmu”, wyd. Edipresse, Warszawa, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat