„Słone jabłka” – recenzja

Recenzja książki „Słone jabłka”.
Słone, słodkie, a czasem nawet gorzkie. Życie.

Powieść „Słone jabłka” była moim pierwszym spotkaniem z autorką. Z tego, co zdążyłam zauważyć, Beata Olejnik ma na swoim koncie dwie inne powieści, których nie miałam okazji przeczytać. Z kolei nazwisko autorki przywiodło mi na myśl inną polską pisarkę – Agnieszkę Olejnik – której powieści bardzo lubię i cenię.

Z zapałem wzięłam się do czytania, ponieważ lubię od czasu do czasu przeczytać jakąś obyczajówkę, a od dłuższego czasu miałam na nią ochotę. Dodam, że bardzo zaintrygował mnie tytuł. „Słone jabłka”. To jakaś inna odmiana? Później pomyślałam, że może będzie w tej opowieści coś metafizycznego na kształt „Białych jabłek” Jonathana Carrolla. Niestety, nic z tych rzeczy. Okazało się, że główna bohaterka powieści – Dagmara – uwielbia jeść jabłka z solą… A więc chodziło po prostu o sposób ich konsumowania, a nie – jak początkowo przypuszczałam – o jakieś pisarskie metafory.

Dagmara jest niespełna trzydziestoletnią kobietą, agentką nieruchomości, która wiedzie dość spokojne i monotonne życie. W tym życiu brakuje jej odrobiny szaleństwa i odrobiny miłości. Drugim mocnym charakterem w powieści jest Kinga – jej przyjaciółka i jej przeciwieństwo. Kinga to kobieta nieco rozrywkowa, naiwna, szukająca szczęścia trochę po omacku (jej poczynania przypominały zachowanie licealistki a nie dorosłej kobiety), której życie nigdy nie rozpieszczało. Sprzeczności pomiędzy kobietami nie przeszkadzają im przyjaźnić się, nawet bym powiedziała, że czynią tę przyjaźń jeszcze głębszą.

Pewnego dnia Dagmara spotyka mężczyznę, który zachowuje się dość podejrzanie; kobieta ma wrażenie, że chce popełnić samobójstwo, skacząc do rzeki. Niedoszły topielec robi na bohaterce ogromne wrażenie. Okazuje się, że wydarzenie na moście to dopiero początek… Od tego czasu w życiu Dagmary wiele się zmieni. Kobieta będzie musiała poradzić sobie na życiowych wybojach, których naprawdę będzie sporo.

Styl autorki jest lekki, niewymuszony, książkę czyta się dzięki niemu naprawdę płynnie. W powieści nie zabrakło ani momentów totalnego zaskoczenia, ani sytuacji, w których czytelnik mógł się zezłościć, ani takich, w których mógł się wzruszyć. Wydarzeń i emocji było dużo – jak dla mnie zbyt dużo. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka swoje jabłka przesoliła.

Beata Olejnik poruszyła w swojej powieści wiele trudnych tematów i pokazała jak wielką moc potrafi mieć przyjaźń. „Słone jabłka” przeczytałam dość szybko, jednak ich smak nie do końca wpasował się w moje czytelnicze kubki. Gdybym miała tę powieść porównać do jakiegoś dania, byłoby to gulasz. Jest w niej wszystko. Trochę obyczajówki, trochę romansu, odrobinka kryminału i dużo dramatu (w moim odczuciu za dużo). Niby wszystkie smaki, niby każdy może znaleźć coś dla siebie, ale niekoniecznie w tej sekwencji.  Nie jest tak, że książka mi się nie podobała, bo podobała się, ale brakowało mi „tego czegoś”; tej iskry, tego emocjonalnego bezdechu przy czytaniu; tęsknoty za bohaterami i ich życiem. Jestem jednak przekonana, że wielu kobietom ta powieść bardzo się spodoba.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Beata Olejnik, „Słone jabłka”, Novae Res, Gdynia, 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat