„Smerfy i magiczna peleryna” – recenzja

Recenzja komiksu „Smerfy i magiczna peleryna”.
Hej dzieci, jeśli chcecie, zobaczyć Smerfów świat przed… komiks dziś zapraszam was!

Są takie postacie, które nie potrzebują przedstawienia. Wystarczy kilka taktów charakterystycznej melodii, obraz niebieskich ludzików przemykających po ekranie i od razu wracają wspomnienia z dzieciństwa. Dla wielu osób dorastających w latach 90. „Smerfy” były czymś więcej niż wieczorynką. Były stałym elementem dziecięcego świata – pojawiały się wieczorem w telewizji, a potem jeszcze długo żyły w wyobraźni. Nie było przecież potrzeby internetu, streamingu czy dziesiątek kanałów dla dzieci, żeby na kilka minut przenieść się do zaczarowanej wioski zamieszkanej przez małe, niebieskie stworzenia. Wystarczyła telewizja, wyobraźnia i świadomość, że o określonej porze znów spotkamy dobrze znanych bohaterów.

Właśnie dlatego sięgając po komiks „Smerfy i magiczna peleryna”, trudno podejść do niego całkowicie bez emocji. To nie tylko kolejna historia z udziałem Smerfów, ale również swoisty powrót do świata, który dla wielu czytelników jest częścią dziecięcej pamięci. Co ciekawe, komiks pozwala doświadczyć tej historii w trochę inny sposób niż animowany serial. To przecież gatunek, który znajduje się gdzieś pomiędzy literaturą a sztuką obrazu. Historia opowiadana jest jednocześnie słowem i rysunkiem, a czytelnik musi sam połączyć dialogi, mimikę bohaterów, gesty i kolejne kadry w jedną opowieść. W dobrym komiksie obraz nie jest jedynie ilustracją tekstu – jest częścią narracji. I właśnie ta cecha sprawia, że przygody Smerfów nadal bardzo dobrze odnajdują się na papierze.

„Smerfy i magiczna peleryna” wykorzystują jeden z najbardziej wdzięcznych motywów opowieści fantasy – przedmiot posiadający niezwykłą moc. Magiczna peleryna staje się źródłem przygody, ale także zamieszania, które szybko wymyka się spod kontroli. I chyba właśnie tutaj tkwi jeden z największych uroków smerfowych historii: niezwykłe wydarzenia zostają zestawione z codziennością małej społeczności. Smerfy mogą mieć do czynienia z magią, niebezpieczeństwem czy tajemniczym przedmiotem, a jednocześnie nadal pozostają sobą – kłócą się, próbują znaleźć rozwiązanie problemu, popełniają błędy i wzajemnie sobie pomagają. Najbardziej podoba mi się jednak to, że za całą tą fantastyczną otoczką kryje się bardzo uniwersalna opowieść. Magiczna peleryna jest oczywiście atrakcyjnym elementem fabuły, ale ważniejsze okazują się relacje między bohaterami, konsekwencje podejmowanych decyzji i konieczność wspólnego rozwiązania problemu. To sprawia, że historia nie kończy się wraz z zamknięciem komiksu. Pozostaje po niej pewna prosta myśl: niezwykłe przedmioty mogą być fascynujące, ale to nie one decydują o tym, jak poradzimy sobie z przeciwnościami.

Podczas lektury szczególnie interesujące jest obserwowanie, jak poszczególne kadry budują tempo historii. Komiks nie potrzebuje długich opisów, żeby pokazać emocje albo dynamikę wydarzeń. Czasami wystarczy odpowiednio narysowana mina jednego z bohaterów czy układ postaci w kadrze, żeby wiadomo było, co właśnie się wydarzyło. To właśnie siła tego gatunku – czytelnik nie tylko czyta opowieść, ale również ją ogląda. W przypadku „Smerfów” ma to dodatkowe znaczenie, ponieważ ich świat jest bardzo charakterystyczny wizualnie. Niebieskie postacie, białe ubrania, grzybkowe domki i baśniowa sceneria tworzą rozpoznawalną estetykę, która praktycznie nie potrzebuje dodatkowego komentarza.

I chyba właśnie nostalgia jest jednym z największych atutów tego komiksu – choć nie jest jego jedynym atutem. „Smerfy” należą do tych bohaterów, którzy potrafili przejść z telewizji na papier i nie stracić swojego charakteru. Co więcej, komiks przypomina, że opowieść obrazkowa wcale nie jest „łatwiejszą wersją książki”. To osobny gatunek, w którym ogromne znaczenie ma rytm kadrów, sposób prowadzenia wzroku czytelnika, kompozycja strony i relacja między tekstem a ilustracją. Czytając „Smerfy i magiczną pelerynę”, można więc docenić nie tylko samą fabułę, lecz także sposób, w jaki została przedstawiona.

Po latach Smerfy nadal mają więc coś, czego nie da się łatwo zastąpić kolejną nową bajką czy kolejnym cyfrowym bohaterem – mają własny klimat. „Smerfy i magiczna peleryna” korzystają z tej dobrze znanej atmosfery, ale jednocześnie przypominają, dlaczego komiks jako forma opowiadania historii wciąż ma się dobrze. To lektura lekka, pełna przygód i humoru, ale przede wszystkim niezwykle przyjemny powrót do świata, który dla wielu z nas zaczął się kiedyś wieczorem przed telewizorem, w czasach, gdy na dobranoc wystarczyła jedna wieczorynka, a „Smerfy” naprawdę królowały na ekranie.

Anna Stasiuk

Thierry Culliford, Alain Jost, Miguel Díaz, „Smerfy i magiczna peleryna”, Egmont, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat