„Śmierć moja” to krótka powieść o śmierci, napisana przez młodego studenta i gitarzystę basowego Mikołaja Więckowskiego. Choć jej tematyka nie ma nic wspólnego z komizmem, w takim właśnie tonie jest utrzymana. Od pierwszych linijek widać bowiem, że język jest prosty i lekki, a ton prześmiewczy, komediowy. I taka aura – żartobliwości, ale i niekiedy tajemniczości – utrzymuje się do samego końca. Książka podzielona została na dwie części – pierwszą, w której „raczej niewiele wiadomo” oraz drugą, w której „już coś wiadomo, ale też nie całkiem”. W tym tkwi zresztą sens „Śmierci mojej”. Nie wszystko trzeba zrozumieć, nie musimy znać zasad, podług których funkcjonuje niebo, piekło, czyściec, czy też ta strefa „jeszcze przed czymkolwiek”, w której znajduje się główny bohater. Naszym zadaniem jest śledzić poczynania, wcielając się przy tym w skórę mężczyzny, wraz z nim pokonywać kolejne odcinki nieznanej trasy i zgłębiać tajemnice ciemnych pomieszczeń. Robić to możemy przez czternaście rozdziałów, opatrzonych łacińskimi sentencjami, wyjaśnionymi z tyłu książki.
Jeśli o mnie chodzi, do „Śmierci mojej” robiłam dwa podejścia. Za pierwszym razem nie mogłam pogodzić się z tym lekkim, komediowym tonem, którym została napisana. Nie przywykłam do takiego sposobu przedstawiania zdarzeń. Widząc tę lekkość i żartobliwość cały czas oczekiwałam, że zaraz coś mnie rozśmieszy, ale ten moment nigdy nie nastał. Nie mogę więc powiedzieć, żeby powieść Więckowskiego była śmieszna, choć niewątpliwie miała taka być. Według mnie jest wyłącznie „śmiesznie” napisana. Za drugim podejściem starałam się jednak stłumić moje oczekiwania i być bardziej wyrozumiała. Przyzwyczaiwszy się do sposobu kreślenia świata przez autora, tym razem płynnie przeszłam przez całość. Ani mnie nie zaskoczyła, ani nie wywołała żadnych silnych emocji. Po prostu była przyjemna. Ot, taka lektura na nudne popołudnie.
Byłabym jednak niesprawiedliwa, nie biorąc pod uwagę, że jest to literacki debiut Więckowskiego. Jeśli marzył o napisaniu książki, po którą z ciekawością sięgnęłyby inne, obce osoby, z pewnością mu się to udało. I tematyka jest przyciągająca, i okładkę zaprojektowano niebrzydką, i długość nie przyprawia potencjalnych czytelników o ból głowy tudzież dylematy, czy warto wybrać właśnie tę powieść, czy może jakąś inną. Jak już pisałam, to całkiem przyjemna książka na raz, którą można wziąć ze sobą w podróż, na uczelnię, na ławkę, gdzie kto lubi. Czyta się szybko i bez wysiłku. Jeśli więc macie stresującą pracę, a po powrocie do domu nie możecie patrzeć na żadne ciężkie teksty, które wymagałyby od was kolejnej pracy – intelektualnej, oraz zaangażowania, śmiało polecam wam „Śmierć moją”.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Mikołaj Więckowski, „Śmierć moja”, Gdynia, Novae Res, 2014
Komentarze