„Splątane korzenie” – recenzja

Recenzja książki „Splątane korzenie”.
Życie w patchworkowej rodzinie bywa niezwykle trudne.

„Splątane korzenie” to trzeci tom (po „Willow” i „Mrocznym lesie”) sagi o rodzinie de Beers. Seria nie jest zła, ale daleko jej do tej o rodzinie Casteel albo o rodzinie Dollangangerów, które zaskakują formą, treścią i literackim kunsztem.

Główną bohaterką powieści jest Hannah Eaton – siedemnastoletnia już córka Willow, która wraz z matką i ojczymem Miguelem mieszka w pięknej posiadłości Joya del Mar w West Palm Beach. Mimo że dziewczyna ma wszystko, o czym można tylko marzyć, czuje się odrzucona i samotna. Matka w dość późnym wieku zdecydowała się na dziecko, które stało się oczkiem w jej głowie. Mały i chorowity Claude potrzebuje ciągłej opieki, przez co zaniedbywana Hannah czuje się jeszcze gorzej. Uczucie to potęguje rozstanie z ojcem, wziętym prawnikiem, który ma nową rodzinę. Nic zatem dziwnego, że dziewczyna zaczyna się buntować i sprzeciwiać rodzicom.

Nadzieją dla samotnej buntowniczki okazuje się Heyden – kolega ze szkoły, który chce uciec z domu od bezradnej matki i siostry narkomanki. Hannah z chłopakiem i wujem Lindenem udają się do Nowego Orleanu wynajętym kamperem, aby zacząć nowe życie i spełnić marzenia o muzycznej karierze. Okazuje się jednak, że podróż jest dużo trudniejsza niż dziewczyna mogłaby przypuszczać, a wydarzenia, z którymi będzie musiała się zmierzyć całkowicie zweryfikują jej podejście do świata.

„Splątane korzenie”, zresztą jak wszystkie powieści Andrews, czyta się lekko i szybko. Autorka nie zanudza czytelnika zbędnymi szczegółami, a cała akcja toczy się dość wartko. Mimo to, kiedy dobrnęłam do końca powieści, miałam nieodparte wrażenie, że zarówno „Splątane korzenie”, jak i cała saga o rodzinie de Beers jest mocno naciągana i została napisana pod koniec literackiej kariery autorki. Historia jest dość banalna, nie ma w niej nic zaskakującego, a sami bohaterowie są mocno schematyczni. Jeżeli ktoś szuka mocnych wrażeń, intryg i tajemnic ukrywanych pod płaszczykiem miłości to trafił pod zły adres i może czuć się zawiedziony. Strasznie żałuję, że ten charakterystyczny dla autorki pazur gdzieś się zatracił. Powieść nie jest zła, ale raczej nie przyznałabym jej literackiej gwiazdki Michelin.

Co zapamiętałam z tej książki? Jeden tekst, który powalił mnie na łopatki: „Nie wychodź za nauczyciela, chyba że oprócz pensji będzie miał majątek”. Myślę, że wszyscy przedstawiciele grona pedagogicznego, docenią humor autorki.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Virginia C. Andrews, „Splątane korzenie”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat