Święta, święta i po świętach. Tegoroczne w moim domu były wyjątkowo udane. Być może dlatego, że wszyscy z mojej rodziny – włącznie ze mną – mają dosłownie świra na punkcie Bożego Narodzenia. Święta te kojarzą się większości z nas bardzo pozytywnie. Kuchnia wypełniona zapachem piernika i cynamonu, jaśniejąca blaskiem kolorowych lampek choinka, piękne pakunki z ozdobnymi wstążeczkami, wspólna pasterka i śpiewanie kolęd, leniuchowanie w czerwonych skarpetach z kubkiem aromatycznej kawki i książką w ręku – kto tego nie lubi? Moje dzieci również cały grudzień się do nich z zapałem przygotowują, wykonując lampiony i świąteczne ozdoby, a także odliczają czas do przyjścia upragnionego Mikołaja za pomocą kalendarza adwentowego. My, jako rodzina, kochamy ten czas – czas miłego oczekiwania, bliskości, nadziei.
Są jednak dzieci, które - podobnie jak tytułowy Stworcio – nie lubią świąt. „Jak można nie lubić świąt?!” – zadałam sobie to pytanie, gdy wzięłam tę książkę do rąk. Kiedy jednak się w nią bardziej zagłębimy, może się okazać, że są pewne aspekty, które mogą nie być miłe, magiczne ani przyjemne dla wszystkich dzieci i to właśnie o nich napisali autorzy w książeczce „Stworcio nie lubi świąt”.
Autorzy poruszyli tu m.in. takie kwestie jak: zważanie na swoje zachowanie, bo „Mikołaj patrzy i wszystko widzi” (akurat u mnie ta strategia sprawdza się doskonale i zrezygnuję z niej w chwili, gdy moje dzieci przestaną wierzyć w Mikołaja), konieczność ubierania się w bardzo eleganckie, ale niewygodne ubrania, wybranie jednego podarunku z ogromu pragnień, a także znoszenie czułości ze strony rodziny, na którą nie zawsze ma się ochotę…
Stworcio ze swoją nieposkromioną energią i najróżniejszymi pomysłami przyciąga uwagę, ale też sprawia, że jest bliski dzieciom. Warto pomyśleć o tej książce, jako o pewnym przewodniku dla nas, rodziców. Okres świąteczny to nie tylko wielka radość, ale też – paradoksalnie – wielki pęd. Trzeba przecież ugotować, upiec, posprzątać, zrobić zakupy, zapakować prezenty, ozdobić dom… A do tego dochodzą inne, codzienne obowiązki, takie jak zawsze, bo przecież nikt z nas nie ma wolnego na przygotowania do świąt. To może generować wiele stresu, sprawiać, że dzieci i ich potrzeba bliskości odchodzą na dalszy plan. Może warto czasem po prostu wyluzować? Ugotować 10 potraw na wigilijny stół zamiast 12? Zostawić te nieidealne kafelki w łazience? Odpuścić tę białą koszulkę z kołnierzykiem i spodnie na szelki na rzecz świątecznego dresu? Możliwości mamy wiele, ale najważniejsze jest jedno - być razem i wsłuchać się w swoje dziecko. Przystopować. Pobyć razem i się poprzytulać.
Książeczka, generalnie rzecz ujmując, jest naprawdę ciekawą i dobrą pozycją, ale przeróbka pięknej polskiej kolędy „Gdy się Chrystus rodzi” na „Gdy się kupka rodzi” uważam za skandaliczne i niedopuszczalne. Rozumiem zamysł autorów, ale robienie czegoś takiego nawet w żartach, to dla mnie coś obrzydliwego; coś, co uderza w kulturę, tradycję, tożsamość. Podejrzewam tu bardziej tłumacza, aniżeli autorów, nie znam oryginału, ale mnie to jako katoliczkę, Polkę, matkę – uraziło. Wyrwałam te strony z tej książki i wyrzuciłam do kosza. Naprawdę można byłoby zrobić niebywale wartościową, zabawną książeczkę bez tego. Można było napisać, że dziecko chce kupę na milion innych sposobów. Czy naprawdę jedynym musi być haniebna kpina z kolędy? Zostawiam to wam, czytelnicy, do przemyślenia.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Antoine Dole, Bruno Salamone, „Stworcio nie lubi świąt”, Babaryba, Warszawa, 2024.
Komentarze