„Syntetyczny Bóg” – recenzja

Recenzja książki „Syntetyczny Bóg”.
Życie jego - sen wariata. Ja nie czaję tego świata!

Jestem pewna, że każdy, kto podjął naukę w szkole ponadgimnazjalnej zetknął się z postacią Aldousa Huxley’a. A jak nie z nim – to z jego największym dziełem „Nowy wspaniały świat”, który okrzyknięto arcydziełem. Opis antyutopii, czyli wizji państwa, które osiągnęło stan idealnego zorganizowania, wstrząsnęła niejednym czytelnikiem. Ludzie powstający na wskutek klonowania, seks, narkotyki, inwigilacja państwa we wszystkie sfery życia… Aż mrozi krew w żyłach.

Zastanawiam się nad jednym. Czy Huxley napisał tą powieść ku przestrodze czy jako instrukcję? Myślałam, że w „Syntetycznym Bogu” znajdę odpowiedź i się nie pomyliłam.

Niniejsza książka składa się z niepublikowanych wcześnie tekstów oraz przeróżnych esejów autora traktujących m.in. o El Greco czy Goi. Od początku zdawałam sobie sprawę, że nie będzie to literatura łatwa. Miałam jednak nadzieję, że uda mi  się w niej znaleźć kilka błyskotliwych tekstów albo wersów, które powalą mnie na łopatki i będą kazały o sobie myśleć. Cóż, gorzko się rozczarowałam i wiem, że jego wynurzenia nie są zgodne ani z moim światopoglądem, ani respektowanymi zasadami, ani gustami czytelniczymi.

Pierwszy, a zarazem najdłuższy utwór całego zbioru – „Maine de Biran – wariacje na temat filozofa” był dla mnie nie do przebrnięcia. Rozwodzenie się nad materią, istnieniem „ja” w kilku wymiarach, nad wyobcowaniem człowieka jest nie na miarę mnie – osoby dość głęboko osadzonej w zwykłym, codziennym świecie. Kiedy przeczytałam mojej siostrze kilka fragmentów pochodzących z lektury, spojrzała się na mnie z politowaniem i zapytała: „Czy on coś brał, kiedy to pisał?”. Ależ oczywiście, że brał! LSD, meskalinę, psylocybinę – wszystko, byleby odlecieć i znów znaleźć się w swoim narkotykowym świecie. Substancje odurzające stały na piedestale jego wartości, gdyż podporządkowywał im wszystko – nawet swoje życie rodzinne. Uważam, że człowiek o normalnej świadomości nie byłby w stanie wymyślić czegoś tak absurdalnego.

Na uwagę zasługuje świetny wstęp napisany przez ks. dr hab. Roberta Skrzypczaka, dzięki któremu dowiedziałam się wiele na temat życia Huxley’a. Wstęp pozwolił mi się również oswoić z lekturą i cokolwiek z niej zrozumieć.

Uważam, że „Syntetyczny Bóg” nie jest książką dla zwyczajnych ludzi, którzy poszukują w lekturze wrażeń lub odprężenia. Jedynymi adresatami, którzy przychodzą mi na myśl, są filozofowie. Może oni zrozumieją, co autor miał na myśli pisząc o „percepcji immanentności transcendentnego ducha  dla amfibiotycznego zawieszenia pomiędzy czasem a wiecznością”?

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Aldous Huxley, „Syntetyczny Bóg”, wyd. Fronda, Warszawa, 2015 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat