„Szachownica” Eweliny Sebastyańskiej to powieść, która już od pierwszych stron deklaruje ambicję bycia literacką grą — wymagającą, naznaczoną niejednoznacznością i świadomie balansującą na granicy thrillera psychologicznego. Niestety, ta ambicja nie zawsze idzie w parze z klarownością narracji, przez co książka staje się dziełem jednocześnie intrygującym i frustrującym. Wejście w historię nie przypomina typowego wprowadzenia; autorce bliżej do wrzucenia czytelnika prosto w środek układanki, której zasad wciąż nie znamy. I choć taki zabieg może stworzyć atmosferę tajemnicy, tu częściej powoduje zagubienie niż ekscytację.
W rozwinięciu fabuły Sebastyańska konsekwentnie posługuje się metaforą gry w szachy, próbując ukazać emocje, lęki i motywacje bohaterki jako serię przemyślanych ruchów. To interesujący pomysł, kreujący symboliczne tło dla opowieści o zemście, żalu i obsesji. Niestety, sposób realizacji tej koncepcji jest miejscami zbyt ciężki, a nadmiar metafor i patetycznych opisów powoduje przeciążenie języka. Autorka z upodobaniem zagląda do wnętrza swojej protagonistki, lecz czyni to z taką intensywnością, że czytelnik nierzadko traci kontakt z samą akcją. Przeskoki myślowe, fragmentaryczność i ciągłe podkreślanie stanów emocjonalnych Lidii budują atmosferę paranoi — co zapewne było zamierzone — ale niszczą płynność fabuły.
Postacie drugoplanowe również nie są wolne od problemów: ich motywacje bywają niejasne, a sposób działania — momentami nielogiczny. Nawet kluczowa relacja z Ann, mająca być jednym z emocjonalnych fundamentów historii, pozostawia czytelnika w poczuciu niedosytu i dezorientacji. Choć zakończenie rzuca pewne światło na wcześniejsze wydarzenia, nie rekompensuje w pełni braku konsekwentnego prowadzenia niektórych wątków.
W zakończeniu „Szachownica” pozostawia wrażenie powieści z potencjałem — mocnym klimatem, ciekawym pomysłem na metaforyczne przedstawienie życia jako strategicznej gry, lecz jednocześnie zbyt przesadnie zanurzonej w introspekcji, by w pełni porwać czytelnika. To książka dla odbiorcy, który lubi narrację wymagającą skupienia i ceni sobie rozbudowaną warstwę psychologiczną, nawet jeśli odbywa się to kosztem klarowności fabuły. Dla czytelników poszukujących thrillerów dynamicznych, spójnych i logicznie prowadzonych, może okazać się lekturą męczącą. „Szachownica” to zatem tytuł nierówny — jednocześnie sugestywny i przeładowany, intrygujący i nużący — pozostawiający po sobie więcej znaków zapytania niż satysfakcji. Mimo wszystko uważam, że każda z nas powinna przeczytać tę książkę sama, aby wyrobić sobie zdanie.
Anna Stasiuk
Ewelina Sebastyańska, „Szachownica”, BookEdit, 2025.
Komentarze