„Szpagat” – recenzja

Recenzja książki „Szpagat”.
Mistyk. Wystygł. Wynik: Cynik.

Aleksander Biernacki to cynizm na dwóch nogach i to w najczystszej postaci. Wyrachowany egoista. Jeden z tych mężczyzn, których powinno się kastrować jak kota lub psa. Człowiek, który zasługuje na wszystko, co najgorsze. Mimo, że nie miałam dla niego ani litości, ani usprawiedliwienia, jego opowieść wciągnęła mnie bez reszty.

Cała historia rozgrywa się w dość odległej przeszłości, której ramy ciężko określić (pojawia się wzmianka o Kiepurze i „Dzienniku Telewizyjnym”). Jest to czas, w którym Warszawa wylizała już swoje rany po wojennych przejściach. W tej scenerii poznajemy Aleksandra Biernackiego - najpierw studenta, a następnie wykładowcę i tłumacza literatury angielskiej. Bohater wspomina swoją przeszłość, która sprawiła, że stał się takim, a nie innym człowiekiem i składała się w większości z romansów oraz erotycznych przygód, od których nie stroni również teraz, będąc dojrzałym mężczyzną. Za jego seksualnymi przyjemnościami nie idzie jednak nic poza nieodpartą, ciągłą potrzebą karmienia swojej pychy oraz pielęgnowania obrazu samca alfa. Nie ma trwałej relacji, nie ma miłości, nie ma wartości. Nawet rodzina, którą założył Aleksander okazała się tylko fasadą, gdyż ten nie potrafił dać drugiemu człowiekowi chociażby namiastki bliskości czy czułości. Żona była irytującym elementem rzeczywistości i na dodatek urodziła córkę, a nie syna. Teraz córka jest razem z nim. Kocha ją, pragnie jej dobra, a zarazem wytyka jej wszystkie potknięcia, czyni przyczyną swoich niepowodzeń. „Jesteś beznadziejna. Potrafisz tylko marudzić”, „W odróżnieniu od ciebie nie przyniosłem rodzicom hańby”. Ciężko dziecku żyć z takim piętnem…

„Szpagat” pełen jest skrupulatnych analiz, drobiazgowości, obsesyjnych wizji i toksycznych relacji, które unoszą się jak mgła i duszą wszystko, co jeszcze chce przeżyć. Bohater chciałby coś zmienić, ale ta przeszłość, w której utknął, trzyma go za ręce i nie pozwala pójść nawet krok dalej. Poczucie straty i winy są zbyt silne, a tworzone przez lata maski zbyt mocno przylgnęły do prawdziwej twarzy, z której nie zostało nic.

Dla mnie powieść jest wyśmienitą receptą jak zostać nieszczęśliwym i niespełnionym człowiekiem. Aleksander, mówiąc językiem Waldemara Łysiaka, był „człowiekiem z farfuru”. W swoim życiu nie myślał o nikim innym poza sobą. Traktował kobiety jak zachcianki, ludzi jak przedmioty. Kochał naśmiewać się ze słabszych, kpić z tych, którym się nie powiodło. Nie spodziewał się, że na stare lata, to los zakpi z niego. Został sam z własnymi demonami. Jedyne na co go stać to flaszka wódki w asyście sąsiada alkoholika. Właśnie tak kończą megalomani. W samotności zatopionej w oceanie niewykorzystanych szans, niewłaściwych decyzji i zmarnowanych okazji na pokazanie tego, że jest się człowiekiem.

Powieść Joanny Chojnackiej to intrygująca, wciągająca i inteligentnie skonstruowana historia o mrocznych zakątkach męskiej, ale pokaleczonej duszy.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Joanna Chojnacka, „Szpagat”, wyd. Czwarta Strona, Poznań, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat