Zachodni kontynent, szum niesłabnącego wiatru, zarys starej latarni morskiej. W opisie książki pojawia się informacja, że budowla ta skrywa jakiś sekret, a główni bohaterowie będą się zmagać z jednym tylko przeciwnikiem: czasem. Powieść jest więc tworem częściowo fantasy, si-fi, mystery. Główny wątek stanowi tajemnica, a relacje pomiędzy Lisą i Arthurem schodzą na drugi plan. Tak przynajmniej myślałam, sięgając po „Tę chwilę” autorstwa Guillaume Musso, sławnego i lubianego przez rzesze czytelników francuskiego pisarza, który na swoim koncie ma już kilkanaście książek.
Powieść składa się z pięciu nierównych części. Każdy rozdział pojawiający się w owych częściach opatrzony został cytatem z dzieł innych autorów – od romantyka Victora Hugo po twórcę realizmu magicznego Gabriela Garcíę Márqueza – a także dzieli się na jeszcze mniejsze, ponumerowane odcinki tekstu. Treść jest nieuchwytna, tajemnicza, magiczna. Zdarzenia leżą daleko od realności dnia powszedniego, bazując na podróżach w czasie i klątwie dwudziestu czterech wiatrów. Będąc w pierwszej połowie, sądziłam, że nazwanie książki miłosną to przesada. Skupiłam się na wątkach skoków między latami i próbowałam odkryć zagadkę, która koniec końców nie miała zostać odkryta. Nie w taki sposób, jakiego mogłam się spodziewać.
Najsilniejszą emocją, jaka towarzyszyła mi podczas czytania „Tej chwili”, było zaskoczenie. Nie drobne i niespodziewane, ale ogromne i wymagające podniesienia szczęki z podłogi. Książka liczy 314 stron tekstu właściwego, a dopiero na 291 przed czytelnikiem zostaje odkryta cała prawda. Nagle wszystko staje się jasne, nabiera sensu, a gatunek powieści jest jednoznaczny – jaki, nie zdradzę, by nie psuć wam lektury. Czasem w książkach pojawia się wątek tajemnicy, jest ona jednak na tyle słaba tudzież nieumiejętnie skonturowana, że każdy spostrzegawczy czytelnik domyśli się rozwiązania. W tym wypadku śmiem twierdzić, że zagadki nie da się rozwiązać wcześniej niż przed ową 291 stroną. Zresztą nawet wtedy nie „rozwiązuje się” jej samemu, ale to autor uznaje, że już czas, by dopuścić nas do wiedzy. To ogromna zaleta, dzięki której „Tę chwilę” będę pamiętać długo i polecać ją innym. Mało tego, powieść – jako wzór – powinni czytać przyszli autorzy historii kryminalnych. Mogliby się naprawdę dużo nauczyć.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Guillaume Musso, Ta chwila, Warszawa, Albatros, 2016
Komentarze