Ale w przeciwieństwie do tej z piosenki Sławomira wypijanie wszystkich (dodam: kalorycznych) drinków aż do dna jest niewskazane. Co więcej, miłość nad morzem wymaga ogromnego wysiłku – biegania, nieustannych treningów oraz rezygnacji ze słodyczy. Dziwne? Nie, jeżeli mamy do czynienia z wczasami odchudzającymi.
Główną bohaterką powieści jest Florka Mazurek, trzydziestodwuletnia singielka z dużą nadwagą. Dziewczyna nie jest zadowolona ze swojego wyglądu. Nie akceptuje siebie, nie podobają się jej fałdki tłuszczu wystające z przyciasnych spodni. Mimo szeregu upokorzeń związanych z jej tuszą, Florka nie robi niczego, co mogłoby poprawić jej tragiczną sytuację. Dziewczyna nadal całe dnie spędza na kanapie przed telewizorem, oglądając romantyczne komedie, objadając się słodyczami i marząc o prawdziwej miłości.
Całe szczęście na straży figury Florki stają szalone przyjaciółki, które wykupują jej turnus odchudzający dla zaawansowanych, a umowę każą podpisać w stanie upojenia alkoholowego na wieczorze panieńskim jednej z nich. Co więcej wmawiają otyłej dziewczynie, że wykupiły jej wczasy pielęgnacyjne… Czy ten wyjazd zmieni życie Florki? Czy ktokolwiek będzie w stanie zastąpić miłość do czekolady?
Powieść Doroty Milli to niezwykle ciepła i pełna humoru opowieść o miłości, szaleństwie, spełnianiu marzeń i przełamywaniu własnych ograniczeń. Autorka udowadnia, że z każdej sytuacji, nawet tej najbardziej beznadziejnej, jest jakieś wyjście; że sami jesteśmy kowalami swojego losu i to, jak będzie wyglądało nasze życie zależy tylko i wyłącznie od nas. Książka o sympatycznej, aczkolwiek trochę niesfornej Florce z miejsca podbiła moje serce tym bardziej, że jestem już w dość zaawansowanej ciąży i momentami, podobnie jak bohaterka, czuję się nieatrakcyjna, gruba i ociężała, a rozwiązania upatruję w kolejnej pralince czy pączuszku oblanym lukrem. Mam tylko nadzieję, że po porodzie uda mi szybko zrzucić wagę bez konieczności wyjeżdżania na wczasy pielęgnacyjne…
W powieści padło też wiele fantastycznych nazw dietetycznych posiłków, które chętnie włączyłabym do swojego menu. Uważam, że pani Dorota Milli mogłaby na końcu powieści zamieścić mini książkę kucharską z przepisami na fantastyczne dania z mrzeżyńskiego ośrodka. Byłoby i literacko, i zdrowo, i pysznie!
Powieść mimo swoich niewątpliwych atutów, ma jeden wyraźny mankament. Schudnięcie 23 kilo w cztery tygodnie jest, może nie tyle, niemożliwością, ale czymś karygodnym! Szybkie chudnięcie powoduje w organizmie więcej złego niż dobrego, a 23 kilo przy ćwiczeniach i racjonalnej diecie traci się nie w ciągu czterech tygodni, a w ciągu roku. Wtedy można mieć pewność, że efekt będzie trwały. To tak gwoli ścisłości.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Dorota Milli, „Ta jedna miłość”, wyd. Filia, Poznań, 2018 r.
Komentarze