„Tajemniczy brat” - recenzja

Recenzja książki „Tajemniczy brat”.
Może i małe dziecko skrywa sekrety, ale powieść już ich nie ma…

Braciszek nastoletniej Clary Sue ginie pod kołami samochodu. Nastolatka jest zrozpaczona, tym bardziej, że kilka lat wcześniej w równie tragicznym wypadku zginęli jej rodzice. Dziewczynka została sama z pustką, której nikt nie potrafił wypełnić. Z dorastaniem z dnia na dzień, w którym nie miał jej kto pomóc. Z dziadkiem i garstką służących, którzy mimo najlepszych chęci nigdy nie zastąpią jej szczęśliwej rodziny. Jakby tego było mało, w dniu śmierci brata w szpitalu zostaje porzucony mały chłopiec. Jego stan jest ciężki. Malec nie chodzi, nie mówi i w dodatku cierpi na amnezję. Dziadek Clary postanawia przygarnąć chłopca i zająć się nim jak własnym wnukiem. Nastolatka, która tkwi w głębokiej żałobie, nie potrafi zaakceptować nowego lokatora. Z tego też powodu postanawia dowiedzieć się kim jest ów przybysz i pozbyć się go jak najszybciej. Okazuje się, że zadanie wcale nie jest proste, a kolejne kroki raczej oddalają ją niż przybliżają do odkrycia prawdy.

Powieść „Tajemniczy brat” zamyka cykl „Pamiętników Christophera” i mimo, że jest lansowana za najbardziej zaskakującą opowieść od czasów bestsellerowych „Kwiatów na poddaszu”, nie ma w niej nic wyjątkowego. Uważam, że w porównaniu do innych powieści Virginii Andrews (chociażby „W matni marzeń” zamykającej cykl o rodzinie Casteelów) jest najzwyczajniej w świecie słaba.

Czytając, miałam wrażenie, że powieść nie do końca ma związek z poprzednimi częściami. Nieznani bohaterowie, nieznane miejsca i jakaś niedopowiedziana przeszłość nie wzbudzali mojego zaufania, ale czytałam dalej z nadzieją, że wreszcie wyłapię jakiś element łączący wszystkie tomy sagi. Napięcie, w stylu Andrews, było budowane stopniowo, ale… mam wrażenie, że nie zostało ono w żaden sposób rozładowane. Tajemnica adoptowanego dziecka zostaje odkryta nagle, na ostatnich trzech kartach powieści. Uważam, że każdy przeciętny czytelnik, gdyby przeczytał dwa pierwsze rozdziały i krótki epilog, wiedziałby jak na dłoni o co chodzi i mógłby sam sobie dośpiewać cały środek. To tak jakby zakochana w sobie para rzucała sobie ukradkowe spojrzenia i dłuższy czas tkwiła w platonicznej miłości, a następnie bez słów przeszła do seksu. Tak samo jest w tej powieści. Rozbudowany, niekończący się początek, skrywany sekret chłopca i nagłe rozwiązane, podane czytelnikowi na talerzu.

Powieści nie mogę nazwać złą lub przeciętną, ale po przeczytaniu po prostu czułam, że czegoś jej brakuje. Myślę, że nie popełnię zbrodni, jeżeli nazwę ją odgrzanym kotletem wśród powieści Andrews. Mimo wszystko polecam jej przeczytanie, bo zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu poprzednich części, trzeba to samo zrobić kolejną, aby nie popełnić czytelniczego faux pas.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Virginia C. Andrews, „Tajemniczy brat”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat