II wojnę światową można uznać za najtrudniejsze i najboleśniejsze wydarzenie w dziejach świata, chyba nieporównywalne z niczym innym. Pochłonęła miliony niewinnych istnień, a kolejne miliony wtrąciła w piekielną otchłań traum i obrazów, których nie obejrzymy w najstraszniejszych horrorach. Mimo wszystko znaleźli się ludzie, którzy mieli w sobie tyle siły i odwagi, aby mówić, opowiadać, pisać o tym, co przeżyli; mieli w sobie tyle ducha walki, aby przestrzegać młodsze pokolenia, że wojna jest najgorszym rozwiązaniem z możliwych. Jedną z takich osób jest właśnie Seweryna Szmaglewska.
Twórczość Seweryny Szmaglewskiej i sama jej postać jest mi bardzo dobrze znana. Do dziś pamiętam jej powieść „Czarne stopy” w niebieskiej okładce wydane przez „Śląsk”, dzięki której dołączyłam do harcerstwa. Do dziś pamiętam swoje podpuchnięte oczy, które oglądałam w lustrze po nocy spędzonej z „Dymami nad Birkenau”. Do dziś tkwią we mnie te obrazy, które wyprodukowała moja wyobraźnia i choć II wojnę światową znam jedynie z książek i opowieści mojej świętej pamięci prababci Czesławy, to nie wyobrażam sobie, aby ten scenariusz mógłby się kiedykolwiek powtórzyć. Warto dodać, że Seweryna Szmaglewska w wieku 26 lat została aresztowana przez Niemców i osadzona przez nich w obozie Auschwitz – Birkenau. Przeżyła w nim kilka lat, a w 1945 uciekła z marszu śmierci. Jeszcze w tym samym roku napisała swoją książkę, która została uznana jako materiał dowodowy podczas procesu nazistów w Norymberdze. Szmaglewska, jako jedyna Polska, zeznawała w nim.
„Tak wiele jest strachów” to zbiór 30 opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest wojna. Opowiadania zostały ułożone chronologicznie, a każde z nich porusza inną tematykę. Jedne dzieją się w czasie wojny, inne po niej. Oprócz oscylowania wokół tematyki wojennej łączy je też strach. Strach, który może mieć różne oblicza. Jeśli myśleliście, że wraz z podpisaniem oficjalnego aktu kapitulacji i zaprzestaniem działań wojennych na frontach, wojna się skończyła, to jesteście w dużym błędzie. Tak naprawdę dla wielu ludzi zaczęły się kolejne wojny – o byt, o przetrwanie; wojny z nocnymi koszmarami; z własnymi traumami. I to właśnie w swoim zbiorze ukazała Seweryna Szmaglewska. W zbiorze znajdziemy historię o więźniu, który zarabia na życie malowaniem portretu, o matce porzucającej swoje dziecko, o człowieku uciekającym od odpowiedzialności za swoje czyny. Jeżeli ktoś szuka w tych opowiadaniach grozy, scen okrucieństwa i bezdusznego traktowania – nie znajdzie ich. Mimo że „Tak wiele jest strachów” zaliczyłabym do opowieści dużo lżejszego kalibru niż wspomniane już „Dymy nad Birkenau”, to i tak, podskórnie czuć tą ciężkość; wkradający się niepostrzeżenie lęk i smutek.
Opowiadania zebrane w zbiorze mają, według mnie, dość trudną formę. Nie ma pomiędzy nimi ciągłości; są prowadzone w czasie teraźniejszym, a przenoszenie się z jednej rzeczywistości do drugiej wymaga od czytelnika ciągłego skupienia; umiejętności samodzielnego wyciągania wniosków. Myślę, że nie jest to lektura dla każdego; na pewno nie można jej zaliczyć do książek lekkich i przyjemnych, które w zasadzie czytają się same. Uważam jednak, że z „Tak wiele jest strachów” warto się zmierzyć i poznać twórczość Szmaglewskiej z nieco innej perspektywy.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Seweryna Szmaglewska, „Tak wiele jest strachów”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2021.
Komentarze