„Tam, gdzie rodzi się zazdrość” – recenzja

Recenzja książki „Tam, gdzie rodzi się zazdrość”.
„Mocna jest jako śmierć miłość, twarda jako piekło jest zazdrość”.

Jeżeli ktoś w ogóle śmiałby się sprzeciwić temu biblijnemu zdaniu, to z pewnością nie byłby to żaden z bohaterów powieści Edyty Świętek. Każdy z nas doświadczył kiedyś tego palącego uczucia, które dawkowane w nadmiarze pozbawia nas racjonalnego myślenia i rozsądnego osądu całej sytuacji. Skutków zazdrości doświadczyli zarówno Daria jak i Marek, którzy pomimo wielkiej miłości zostali wystawieni przez nią na ciężką próbę.

Związek młodych małżonków ciężko jednoznacznie nazwać szczęśliwym. Już na początku wspólnej drogi do głosu dochodzi nie tylko brak zaufania, ale przede wszystkim odmienne temperamenty partnerów. Marek to typ kameleona. Ten ognisty i namiętny kochanek, którym był nocą, po przekroczeniu progu swojego biura potrafi zamienić się w zimnokrwistego biznesmena. Daria z kolei wydaje się być ostoją czułości i spokoju do czasu… Gdy ktoś wejdzie jej w drogę, potrafi pokazać swój kobiecy pazur.

Po pierwszych tygodniach spędzonych razem, mogłoby się wydawać, że to małżeństwo będzie wyjątkowe, a oszałamiająca miłość pozostanie na zawsze. Jednak po przyjeździe małżonków do Krakowa, wszystko zaczęło się sypać niczym domek z kart. Daria i jej zmagający się z chorobą alkoholową brat Darek otrzymują dziwne wiadomości. Pogróżki i niejednoznaczne propozycje sprawiają, że w ich rodzinne szczęście zaczyna wkradać się lęk i bezradność. Okazuje się, że zamknięta na pozór przeszłość znów daje o sobie znać, a doznane niegdyś urazy wybuchają z nową siłą. Marek nie mając pojęcia o problemach swojej żony, nie potrafi poskromić swojej zazdrości, a jego wyobraźnia zaczyna podsuwać mu najczarniejsze scenariusze. Kręte drogi małżonków prowadzą ich do posiadłości nad Soliną, gdzie wszystko zostaje rozstrzygnięte. Na ich szczęście. Ponieważ każda bajka ma szczęśliwe zakończenie, ta również nie okaże się wyjątkiem. Co nie znaczy, że zabraknie w niej elementu zaskoczenia. O to czytelniczki nie muszą się martwić.

Pisząc o tej książce celowo użyłam słowa „bajka”, gdyż cały ukazany w niej świat wydaje się być bajkowy. Bogaci i piękni bohaterowie, ogromna miłość i wielka zazdrość, niespotykane damsko – męskie przyciąganie, tajemnica z przeszłości… Nie brzmi to aż nazbyt cudownie i fascynująco? Czytając tą historię nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to niemożliwe, że to nigdy nie mogło się wydarzyć w dzisiejszym świecie, że tak wielka miłość nie istnieje. Jednak z drugiej strony – trzeba mieć marzenia, aby móc żyć. Trzeba od czasu do czasu przeczytać taką właśnie „bajkę”, żeby chociaż na chwilę naładować swoje akumulatory pozytywną energią i wiarą. I za to z całego serca, pani Edycie Świętek, dziękuję.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Edyta Świętek, „Tam, gdzie rodzi się zazdrość”, wyd. Replika, Zakrzewo, 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat