„The X Files: wyznawcy” – recenzja

Recenzja książki „The X Files: wyznawcy”.
Od zakończenia emisji serialu czułeś, że Oni gdzieś są? Że czają się wśród nas, przybierając ludzką postać? Nie martw się, na ratunek ponownie biegną Fox Mulder i Dana Scully.

Najpopularniejszy serial sci-fi na świecie zakończył swą emisję trzynaście lat temu, historię dwójki detektywów do spraw paranormalnych ożywiając zaledwie raz: w roku 2008, wraz z filmem „Z Archiwum X: chcę wierzyć”. Wcześniej co prawda mogliśmy obejrzeć jeszcze „Z Archiwum X: pokonać przyszłość”, nakręcony w 1998 r., ale było to równoległe z serialem, więc nie wynagradzało straty po rozstaniu z bohaterami.

Samo „The X Files” jest fenomenem, obrazem ponadprzeciętnym, emitowanym w czasach, gdy wybór seriali był niewielki, nie tylko na terenie Polski. Jego tematyka plasuje się na pograniczu świata realnego, kosmicznego i boskiego, łącząc to, czego się boimy, z tym, czego po cichu pragniemy. Otwiera widzów na wszechświat, dając szansę zapoznania się z gatunkami i zjawiskami, które nie istnieją, ale mogłyby istnieć. A może jednak...?

Na pewno znajdą się osoby, które nie były i nie są zainteresowane obejrzeniem ani jednego odcinka, na pewno jednak nie znajdą się takie, które dziś nie znałyby sylwetek głównych bohaterów czy motywu muzycznego. Tych drugich nowo wydana książka nie zainteresuje, tym pierwszym powinna poruszyć serce.

„The X Files: wyznawcy” to kontynuacja kultowego serialu, jego papierowy dziesiąty sezon. Została napisana przez Joego Harrisa, którego nadzorował sam Chris Carter – twórca oryginalnej serii, choć to zapewne wie każdy wierny fan. Podzielona została na pięć rozdziałów, w których poznajemy kolejną paranormalną historię z udziałem Foxa Muldera i Dany Scully, choć nie tylko. W książce powraca bowiem inny bohater, którego fabuła serialu w pewnym momencie odsunęła, wyeliminowała, ale – jak widać – w Archiwum X wszystko jest możliwe.

Książka została wydana bardzo ładnie i zapobiegawczo. Posiada twardą oprawę i grube kartki, których przy napływie silnych emocji nie da się łatwo zniszczyć. Za rysunki, skądinąd dla mnie przeciętne, ale nigdy fanką komiksów nie byłam, odpowiedzialny jest Michael Walsh, za kolorystykę zaś Jordie Bellaire. Na samym końcu czeka nas mała niespodzianka, której nie zamierzam zdradzić, napiszę tylko tyle, że nie ma nic wspólnego z rozwojem wydarzeń w nowej książce, ale każdy miłośnik „Z Archiwum X” będzie wniebowzięty.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Joe Harris, Chris Carter, The X Files vol. 1, SQN, Kraków 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat