„Tłumacz rzeczy” – recenzja

Recenzja książki „Tłumacz rzeczy”.
„Plośe cioci, a cio się śtanie jak naciśne ten guziczek?”

Takie pytanie zadała mi moja mała siostrzenica kilka lat temu, kiedy robiłam pranie. Z beztroską odparłam jej, że wtedy zwiększy temperaturę prania. „Aha” – przytaknęła wesoło – „No to ja wciśniełam.” – dodała, wybiegając z łazienki. Moja cielęca beztroskość zamieniła się w atak paniki. I słusznie. Z prania zostało kilka skurczonych par gaci i koszulek oraz spodnie, które od tamtego pamiętnego dnia nadawały się tylko do zakładania na kij od szczoty i zmywania podłóg. Można byłoby tego uniknąć, gdybym lepiej opiekowała się młodą. Albo gdybym posiadała w swoim księgozbiorze „Tłumacza rzeczy”…

Zarówno dzieci jak i dorośli zadają co dnia setki pytań (z czego ta druga grupa zadaje ich znacznie mniej, gdyż uważa, że posiadła całą wiedzę świata i pozjadała wszystkie rozumy). Dlaczego tak się dzieje? Co to jest? Jak to działa? Czasem bardzo ciężko jest wytłumaczyć działanie pewnych mechanizmów czy urządzeń w prostych słowach, bez używania specjalistycznej terminologii. Okazuje się jednak, że opisywanie świata w przystępny i łatwy do zrozumienia sposób jest możliwe, tylko wymaga nie lada kreatywności, odpowiedniego dobierania skojarzeń i pewnej „plastyczności” umysłu.

W „Tłumaczu rzeczy” Randall Munroe za pomocą obrazków, piktogramów, diagramów i naprawdę niewielu słów przekazuje tajniki wiedzy o świecie. Wyjaśnia zarówno zjawiska z zakresu chemii i fizyki, ale także objaśnia działanie otaczających nas przedmiotów codziennego użytku takich jak: pralka, suszarka czy aparat. Autor bawi się językiem, dla przedmiotów i zjawisk tworzy zupełnie nowe nazwy, dzięki którym na daną rzecz możemy spojrzeć oczami dziecka. Zwykły długopis na kartach tej książki staje się magicznym kijkiem z wodą z morskich zwierząt, dzięki któremu możemy pisać do siebie wiadomości.

Książkę z powodzeniem można zaliczyć do literatury popularno-naukowej, mimo że zarówno objętościowo jak i tekstowo nie przypomina opasłej Encyklopedii. Munroe wyeliminował również uciążliwe, naukowo brzmiące słowa, które nawet ludziom wykształconym sprawiają problemy. Postawił na obraz, prostotę i jasność przekazu. Myślę, że właśnie dzięki temu zjednał sobie miliony czytelników i zdobywców wiedzy na całym świecie.

Uważam, że książka jest doskonałą lekturą dla każdego, kto lubi zdobywać wiedzę poprzez rozrywkę i zabawę. Przyda się wszystkim szczęśliwym posiadaczom małoletniego potomstwa oraz tym, którzy chcą nauczyć się mówić prosto o skomplikowanych sprawach.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Randall Munroe, „Tłumacz rzeczy”, wyd. Czarna Owca, Warszawa, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat