„Mężczyźni zaczęli bić brawo. Każdy się zastanawiał, jaką rolę otrzyma i jakie zadanie wyznaczył mu Allach.
- A jak to się nie sprawdzi? – spytał imam Said. – Jak ludzie Zachodu nie będą chcieli przyjąć naszych?
- Przyjmą. Zobaczycie, nie podejmą żadnej walki, gdy dokonamy na nich inwazji. Byłem w Londynie, widziałem, co tam się dzieje. Studiowałem na Oxfordzie i wiem, że w modzie jest bycie luzakiem i cool, jak oni to nazywają. Bracie Said, powiem więcej: tam, jak ktoś ci powie coś złego, wystarczy, że oskarżysz go o rasizm i dyskryminację na tle religijnym. Wszyscy go zlinczują, a ciebie będą przepraszać. Tak zmieniła się Europa. Nie ma już wikingów ani krzyżowców. Teraz są mężczyźni, którzy ubierają się jak kobiety, współżyją z mężczyznami jak kobiety, a broni nawet nie udźwigną, nie mówiąc o wycelowaniu i strzeleniu. Dlatego pokonamy ich na ich ziemi.”
Celowo recenzję zaczęłam od tego fragmentu albowiem temat migracji, głównie muzułmanów, do krajów europejskich, jest dziś palącym problemem, który dotyka wielu mieszkańców starego kontynentu. Odkąd takie państwa jak Niemcy, Francja, Szwecja czy Wielka Brytania zaczęły prowadzić politykę „Refugess Welcome”, poziom bezpieczeństwa w Europie drastycznie spadł. I choćby politycy nie wiem jak próbowali farbować rzeczywistość, tej prawdy nie da się ukryć, o czym świadczą chociażby statystyki przestępczości, zamieszki na ulicach największych europejskich miast, ataki terrorystyczne. Zabicie trzech dziewczynek w Wielkiej Brytanii, zabicie policjanta przez agresywnego islamistę w Berlinie to tylko najgłośniejsze przypadki z ostatnich miesięcy. Właściwie nie ma dnia, żeby nie zostało popełnione jakieś przestępstwo z udziałem migrantów, którzy nie tylko nie chcą dostosować się do reguł danego społeczeństwa, ale narzucają im swoje. Teraz UE, nieumiejąca poradzić sobie z problemami, które sama na siebie sprowadziła, chce relokować migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu w państwach, które się tej polityce sprzeciwiały. Na razie Polska jest oazą spokoju, ale chyba wszyscy, w tym ja, z niepokojem patrzą w przyszłość, która nie maluje się w jasnych barwach… Żeby nie było – daleko mi do rasistki – ale nie ukrywam, że wartości patriotyczne, chrześcijańskie i prawicowe (nie mylić z PiS-owskimi) są mi bliskie. Uważam, że jeżeli ktoś chce przyjechać do nas legalnie, zacząć pracę i założyć rodzinę, to fantastycznie. Jednak nigdy nie będę za przyjmowaniem do nas niewiadomego pochodzenia ludzi. Takie osoby należy konsekwentnie zawracać tam, skąd przyszli.
Do „Tranzytu” podeszłam ze sceptycznym zaciekawieniem. Wizja świata ogarniętego chaosem? Uchodźcy z Bliskiego Wschodu? Trochę ta tematyka nie pasowała mi do Piotra Kościelnego, który uwielbia klimaty Polski lat 90-tych; morderstwa i to te najbardziej perfidne; policjantów z ciężką przeszłością chętnie zaglądających do kieliszka. Na szczęście już po kilkunastu stronach mój sceptycyzm zniknął, pozostawiając zaciekawienie w samotności.
Fabuła „Tranzytu” toczy się na tle masowego exodusu uchodźców, którzy uciekają z Bliskiego Wschodu. Autor snuje ponurą opowieść, która, co najgorsze, jest całkiem realnym scenariuszem nadchodzącej rzeczywistości. To wizja nadchodzącej katastrofy. Jest rok 2013. Ahmed ma wykonać rozkazy szejka Mohameda bin Rahmana i wprowadzić w błąd agentów CIA, kłamiąc, że ma dojść do spotkania najważniejszych przywódców Bazy i ISIS. Operacja okazuje się klęską Zachodu, który chce zamieść pod dywan fakt, że został oszukany przez islamistów.
Nadchodzi rok 2015, a wraz z nim ogromna fala uchodźców napływa do Europy. Wśród uciekinierów kryją się bojownicy, którzy dokonują zmasowanych ataków terrorystycznych w największych miastach europejskich takich jak: Londyn, Berlin, Bruksela, Barcelona. Podczas koncertów charytatywnych dochodzi do rzezi ludności.
Tymczasem w Polsce działają mjr Krzysztof Bartoszak i gen Grzegorz Czajkowski, do których docierają przecieki, że Polsce również grozi zamach terrorystyczny. Starają się ogarnąć narastający chaos, spotykają się nawet z Prezesem (a właściwie Prezeską) Rady Ministrów (co więcej nazywa się ona w książce Ewa – czyżby nawiązanie do Kopacz?) – całkowitą ignorantką, która w ogóle nie chce słuchać o zagrożeniach, uważając je za wyssane z palca oskarżenia.
A tytułowy tranzyt? W Londynie czeka pociąg z niebezpiecznymi odpadami radioaktywnymi, który ma dotrzeć do Rosji. Ma bezpiecznie przejechać przez europejskie państwa, ale staje się celem muzułmanów, którzy chcą doprowadzić do nuklearnej apokalipsy. Na polskim odcinku pilnować tranzytu ma jednostka Grom wraz z najemcami – legendarnym „Mnichem” i jego ludźmi. Jak potoczą się losy Europy? Czy islamiści osiągną swój cel?
Z tego, co prześledziłam na różnych forach dotyczących książkom, odniosłam wrażenie, że „Tranzyt” albo został przyjęty bardzo entuzjastycznie, albo bardzo źle. Nie każdy musi lubić taką tematykę i nie każdy musi zgodzić się z poglądami autora. Rzeczywiście, Piotr Kościelny przyzwyczaił swoich czytelników do nieco innych historii. „Tranzyt” to trochę political fiction, trochę książka sensacyjna, trochę thriller, a trochę… proroctwo? Czytając tę powieść, miałam miejscami wrażenie, że oglądam… wiadomości; że książka jest odzwierciedleniem rzeczywistości, nie literacką fikcją. Powieść to wizja Europy, którą chcą zawładnąć muzułmanie. Autor niejednokrotnie bardzo dosadnie i boleśnie pokazuje to, czego my pod przykrywką szeroko pojętej tolerancji, otwartości i równości, nie chcemy widzieć; to, czego większość z nas się obawia, ale nie ma odwagi mówić, by nie zostać oskarżonym o rasizm. Przecież w zachodnich wiadomościach, gdy dojdzie do brutalnego zabójstwa z udziałem migranta, nie podaje się nawet jego narodowości! O pobiciach i kradzieżach mówi się w kategoriach incydentów, a Europejczyków sprzeciwiających się tej chorobie – dyskredytuje i zamyka w więzieniach (wystarczy prześledzić zamieszki w Wielkiej Brytanii). Przecież to chore! Z tego też powodu gratuluję panu Piotrowi odwagi i zrzucenia brzemienia politycznej poprawności.
Sama powieść, jeśli traktować ją w kategoriach fikcji, jest w moim mniemaniu bardzo udana. Fabuła została skonstruowana bardzo dynamicznie, przesycona jest szybkimi decyzjami i jeszcze szybszymi reakcjami. Oczywiście Piotr Kościelny nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił w tę plątaninę po prostu człowieka z jego strachem, niepewnością, poturbowanego życiowo, ze zwichniętą karierą. I chociaż miejscami można było odnieść wrażenie, że tych wątków, postaci i punktów narracyjnych jest zbyt dużo, to autor wszystkie te nitki potrafi naprawdę po mistrzowsku spiąć w spójną całość.
„Tranzyt” to świetna książka i choć jest fikcją to wyjątkowo przerażającą, odzwierciedlającą żenującą kondycję i politykę Europy. Kościelny nie widzi w młodych i silnych mężczyznach z Bliskiego Wschodu „biednych uchodźców”, a realne zagrożenie. Jednocześnie daleko mu od twierdzeń, że każdy muzułmanin jest terrorystą. Uświadamia nas jednocześnie, że w tej całej grze jesteśmy tylko pionkami na planszy, złożonymi w ofierze przez układy i polityków, których interesuje jedynie ich własny dobrobyt. Pokazuje niemoc UE powiązanej traktatami, bezsilnej, opartej na polityce otwartych drzwi, gdzie imigrantów traktuje się lepiej niż rdzennych mieszkańców, którzy – w efekcie – roszczą sobie prawo do zasiedlania starego kontynentu i wprowadzania na nim swoim zasad.
Wielkie brawa dla autora za podjętą tematykę, za wspaniale skonstruowaną fabułę, za dynamizm i emocje. „Tranzyt” to jedna z tych powieści, które niepokoją i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Na razie jest zaklasyfikowana jako „thriller, kryminał, sensacja” i niech tak zostanie. Obyśmy nie doczekali czasów, kiedy zostanie przeniesiona na półkę „proroctwa”.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Piotr Kościelny, „Tranzyt”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze