Powieści oparte na eksploracji psychologii bohaterów idealnie sprawdzają się jako dramaty, a jednocześnie komedie. Raz śmieje się przy nich przez łzy, innym razem roni się łzę, ale z uśmiechem na ustach. Nie inaczej jest z „Trzódką” Grzegorza Nieckarza, w której czytelnik towarzyszy piątce osobliwych postaci w nie mniej osobliwych okolicznościach. Postacie te niosą ciężar traumy, z którą mają nadzieję poradzić sobie dzięki innowacyjnej terapii.
„Trzódka” to powieść plastyczna, a do tego podszyta humorem, co kontrastuje z trudną tematyką. Lekkość stylistyczna splata się z ciężarem czytania o ludzkich problemach, tragediach i nieumiejętności radzenia sobie z życiem. Każdy bohater, choć ujęty w tych samych terapeutycznych okolicznościach, pisze zupełnie inną, autorską historię. Zupełnie jak w życiu – przeszłe doświadczenia, charakter, cechy osobowości i inne składowe sprawiają, że zachowamy się zupełnie inaczej niż nasz przyjaciel czy członek rodziny, kiedy zostaniemy postawieni w podobnej lub nawet identycznej sytuacji.
Chociaż „Trzódka” liczy przeszło sześćset stron, a akcja zamknięta została w budynku, w którym bohaterowie odbywają terapię, a także w jego okolicach, ani jedna strona nie nudzi. Akcja rozwija się zarówno w głąb (bohaterów), jak i wzdłuż (osi czasu). Oczywiście można mówić o wydarzeniach fabularnych, bo postacie pozostają w kontakcie, wchodzą w interakcje i doświadczają razem rozmaitych sytuacji – można je nawet nazwać przygodami – to jednak akcja linearna wydaje się dodatkiem do rozwoju fabuły psychologicznej, w tym psychospołecznej. Relacje międzyludzkie grają w niej ogromną rolę.
Dodatkowo fabuła linearna oparta jest na tajemnicy, której ani bohaterowie, ani sam czytelnik nie odkrywają aż do końca. Tajemnica bynajmniej nie wiąże się jedynie z samym faktem uczęszczania na terapię eksperymentalną. Owszem, seanse hipnotyczne – tyle mogę zdradzić – stanowią jej istotną część, ale tajemnica sięga znacznie głębiej. Poczucie, że „coś tutaj jest nie tak”, podzielają bohaterowie. Chcą być wolni od bolączek, które sprowadziły ich do osobliwego doktora, ale czy trafili w dobre ręce? Tego muszą się dowiedzieć, a czytelnik wraz z nimi.
I wreszcie nie bez znaczenia dla fabuły i nastroju pozostaje umiejscowienie ośrodka terapeutycznego. Bliskość morza i bezmiaru wolnej przestrzeni w kontakcie z naturą stanowi z jednej strony świetne tło dla eksploracji psychiki bohaterów, z drugiej zaś dokłada się do klimatu tajemnicy. Odnoszę wrażenie, że dla podkręcenia efektu zanurzenia w treści warto czytać „Trzódkę” w dni burzowe lub przynajmniej deszczowe, co w pewnym stopniu mi się udało. Bardzo przyjemne doznania!
Olga Kublik
Grzegorz Nieckarz, „Trzódka”, Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze