Wyobraź sobie, że jesteś szczęśliwą żoną i matką; masz swój dom i prowadzisz kameralny sklepik, który przynosi dochody pozwalające na utrzymanie rodziny. Masz też znajomych oraz serdecznych klientów, z którymi zawsze zamienisz kilka słów, stojąc za ladą. Piękne, spokojne życie.
Jednak nadchodzi dzień, w którym wszystko nagle się zmienia. Serdeczni dotąd klienci zaczynają omijać twój sklep szerokim łukiem; dom zostaje spalony przez wandali, a twój mąż wywleczony za włosy niczym najgorszy kryminalista i zabrany w miejsce, gdzie dantejskie wizje piekła wydają się być rajem. Ty, z czwórką dzieci, bez majątku i pieniędzy, zostajesz wyrzucona na bruk i wiesz, że musisz przeżyć w świecie, który traktuje cię gorzej niż rolnik szkodniki na polu.
Taki właśnie los spotkał Żydów mieszkających w Niemczech. I chyba nikomu nie trzeba specjalnie przypominać, jak straszny los zgotował im Hitler oraz narodowi socjaliści. Okrucieństwo tamtych wydarzeń pozostawiło w wielu ludziach nieustannie pulsującą ranę, a każde wspomnienie bolesnych chwil rozdrapuje narosły przez lata strup i sprawia, że krwawienie nie ustaje. Warto o tym czytać, warto pamiętać, warto tę historię przekazywać kolejnym pokoleniom.
Diney Costeloe jest jedną z wielu pisarek, która postanowiła zmierzyć się z tym trudnym i bolesnym tematem. Jak pisałam w recenzji „Podróży Cilki” panuje dziś swego rodzaju „moda” na książki o Auschwitz, o obozach koncentracyjnych, o łagrach sowieckich, z których bardzo często tworzy się ckliwe historyjki z piecami krematoryjnymi w tle. Powieść „Uciekinierzy” również porusza tematykę obozową (Kurt, ojciec rodziny i jeden z głównych bohaterów, trafił do obozu w Dachau), jednak osią całej powieści jest ucieczka żydowskiej rodziny z nazistowskich Niemiec. Costeloe poradziła sobie z tym tematem doskonale. Świetnie oddała grozę tamtych dni, kiedy w życie wszedł dekret odbierający Żydom jakiekolwiek prawa.
Akcja powieści toczy się w 1937 r. i rozpoczyna się w Kirnheimie, gdzie zaczęło dochodzić do prześladowań Żydów. Kiedy SS-mani podpalają sklep i dom Ruth Friedman, a następnie aresztują jej męża, kobieta, zdana sama na siebie, musi poradzić sobie z czworgiem dzieci. Tylko jak ochronić je przed nazistami? Dokąd uciec, skoro w całych Niemczech trwa antyżydowska gorączka? Ruth musi pokonać nie tylko ludzką wrogość, donosicielstwo i strach, ale przede wszystkim własne słabości, aby nie dać się zniewolić hitlerowskiej machinie, która już wtedy szykowała się do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
Autorka kapitalnie poradziła sobie ze zbudowaniem odpowiedniego napięcia, jak i z poprowadzeniem całej fabuły. Zadbała o każdy szczegół; doskonale wykreowała nie tylko głównych bohaterów, ale i postacie drugoplanowe, co w tego typu powieściach jest szalenie ważne. Losy Ruth i jej rodziny śledziłam z zapartym tchem i sercem, które trzepotało jak u spłoszonego ptaka. Okropnie przeżywałam kolejne poniżenia, które musiała znosić rodzina. Czułam wręcz, jak narasta we mnie bunt i niezgoda na tak nieludzkie traktowanie kogokolwiek. Łzy leciały mi z oczu, gdy czytałam fragment, w którym dzieci Ruth wygnano z placu zabaw i nawet nie chciałam myśleć, co bym czuła jako matka, gdyby ktoś zwyzywał mojego ukochanego synka od brudasów, zabraniając mu się bawić razem z innymi.
„Uciekinierzy” to jedna z lepszych powieści okołowojennych, którą miałam przyjemność czytać. Diney Costeloe wspaniale poradziła sobie z tym niełatwym wyzwaniem; świetnie oddała atmosferę niepewności i emocje towarzyszące bohaterom. Najcięższa była dla mnie końcówka powieści, którą, jako matka, odebrałam chyba zbyt emocjonalnie – musiałam dać upust łzom, które gromadziły się we mnie przez cały czas czytania powieści.
Polecam z całego serca.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Diney Costeloe, „Uciekinierzy”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2020
Komentarze