„Wielkie pranie mózgów” – recenzja

Recenzja książki „Wielkie pranie mózgów”.
Co powiecie na książkę demaskującą prawdziwy sposób działania polskich mediów?

Piotr Szumlewicz, autor „Wielkiego prania mózgów”, jest dziennikarzem i publicystą, który od roku 2010 do roku 2012 pracował w Telewizji Polskiej. Cztery lata, niby niedużo, wszak ludzie potrafią tkwić w tej samej firmie po kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat, a jednak! A jednak tyle wystarczyło, by odkryć absurdy, zakłamanie, zmienne nastroje i nierówność kryjącą się po drugiej stronie szklanego ekranu, a nawet jeszcze dalej – za kurtyną telewizyjnego studio. Szumlewicz zaczyna swą opowieść od krótkiej anegdoty, jak to został zatrudniony w telewizji. Widzimy tytuł „Zatrudniony przez Facebooka”, poniżej czytamy, że bezimienny człowiek wysłał mu wiadomość niezawierającą żadnych konkretnych informacji... i tak zaczęła się kariera dziennikarza w TVP. Przecierając oczy z niedowierzania, od razu rozumiemy, że ta książka będzie czymś niewyobrażalnym, niemalże nie z tej ziemi.

„Wielkie pragnie mózgów” to zbiór kilkudziesięciu bardzo krótkich tekstów, a każdy z nich dotyczy kwestii medialnych działań zakulisowych. Wątki czasem się powtarzają i splatają ze sobą, co tylko podkreśla ich prawdziwość oraz absurdalność. Ilość celebrytów zamiast wykształcenia i praktyki wyznacznikiem nadawania się do pracy? Praca polegająca na kręceniu się po korytarzach i wymienianiu plotkami? W dodatku bez zapłaty? Takie rzeczy tylko w polskiej telewizji, choć – jak podkreśla autor – nie tylko w tej jednej konkretnej stacji.

Analizy Szumlewicza są dogłębne, jego wzrok przeszywa na wylot, a opinie zdecydowanie wywołają kontrowersje. Podczas czytania niejednokrotnie byłam oburzona, myśląc: nie, stop, przecież to niemożliwe, tak się nie dzieje! A że sama nie jestem w stanie tego sprawdzić, muszę wierzyć autorowi na słowo... bądź nie. Tu właśnie pojawia się wybór należący do nas, czytelników, czy chcemy potraktować „Wielkie pranie mózgów” jako źródło „prawdziwej prawdy”, czy może kolejną propagandę, materiał do wypromowania się w świecie, w którym wytykanie wad znanym postaciom jest modne. Bo choć Szumlewicz pisze, że stara się nie używać konkretnych nazwisk, chyba że są one bardzo znane – no właśnie, czyli jednak używa. Poza tym nie trzeba wiedzieć, czy jakiś skandal odbył się z udziałem człowieka o nazwisku x, by zainteresować się samą sprawą. To z kolei napędza sprzedaż. Ludzie kupują, autor się cieszy.

Po lekturze książki mam mieszane uczucia. Sięgając po nią, byłam pełna optymizmu i chęci zdemaskowania polskich mediów, poznania prawdy, stania się „tą wiedzącą”, wszak nikt nie chce należeć do zaślepionego tłumu, który daje sobą manipulować. Dziś jednak nie wiem, czy zawierzenie słowom zawartym w „Wielkim praniu mózgów” nie będzie kolejną formą poddania się manipulacji. Że media koloryzują i są stronnicze – to wiemy od dawna, więc obudowujemy się lekkim pancerzem i nakładamy okulary, które oddzielą nas od tele-rzeczywistości. Co jednak z książką? Jak mogę odkryć, na ile jest szczera, jeśli nigdy wcześniej nie miałam okazji się z czymś podobnym zmierzyć? Z tymi pytaniami was zostawiam.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Piotr Szumlewicz, Wielkie pranie mózgów, Czarna Owca, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat