„Winne strony” – recenzja

Recenzja książki „Winne strony”.
O tym, jak znany aktor udał się totalnie w inne strony… niż zazwyczaj.

Marek Kondrad znany jest nam wszystkim przede wszystkim jako świetny aktor. Do dziś grana przez niego postać Adama Miauczyńskiego – sfrustrowanego życiem polonistę, wywołuje mój uśmiech na twarzy. Dzieje się tak szczególnie wtedy, kiedy przypomnę sobie moment wypłaty i najlepszy na świecie tekst: „(…) i oto mi płacą – jakby ktoś dał mi w mordę.”

Mimo, że bardzo lubię „Dzień Świra”, to Marek Kondrad w mojej pamięci i tak na zawsze zostanie Olgierdem Halskim – bohaterem mojego dzieciństwa, żyjącym prawem wilka policjantem, który bezwzględnie rozprawiał się z ruską mafią narkotykową. Postać ta wbiła się na tyle silnie w moją podświadomość, że gdy odkryłam ( o dziwo!) jego winiarską pasję, nie kryłam zdumienia. Na miłość boską, przecież on w każdym odcinku „Ekstradycji” albo machał spluwą, albo chlał na umór gorzałę z najniższej półki! Możecie mi nie wierzyć, ale byłam w ogromnym szoku, albowiem zdarza mi się mylić rzeczywistość z fikcją bądź na odwrót. Tak czy siak, pomijając moje stany świadomości, musiałam przestać postrzegać Marka Kondrada jako nawalonego niczym bombolot policjanta, a zacząć myśleć o nim w kategoriach wytrawnego degustatora win.

W swojej książce „Winne strony” autor daje ogromny popis swoich umiejętności winiarskich. Opisuje różne rodzaje win, ich klasyfikacje, sposoby uzyskiwania… i jeszcze większą ilość rzeczy związanych z tymi jakże zacnymi trunkami, które szczerze powiedziawszy, nie interesują mnie wcale. Mimo to, książka w jakiś sposób mnie zaczarowała. Marek Kondrad, z tego co zauważyłam, jest niezwykle bystrym obserwatorem rzeczywistości i posiada smykałkę do formułowania trafnych point i porównań. Jego fascynacja każdą nowopoznaną rzeczywistością jest tak szczera, że zauważyłby to nawet człowiek o wrażliwości słonia. Podróże aktora przez francuskie winnice, gorące Włochy i romantyczne, aczkolwiek dzikie Chile brzmiały jak bajka. Wszystkim wędrówkom towarzyszyły przemyślenia. Nie tylko te namacalne - dotyczące krajobrazu czy kuchni danego regionu, ale również te niedomówione, ciche, podsumowujące kondycję człowieka w ogóle.

Autor usilnie stara się udowodnić nam, że wytwarzanie i picie win jest nie tylko przyjemnością i furtką otwierającą drzwi do „bajkowego świata”, ale przede wszystkim sztuką. Aby wydobyć z wina jego właściwy smak, należy udać się do regionu, skąd ono pochodzi, gdyż  wtedy zasmakuje nam najbardziej.

Po lekturze widać, że autor wkłada w swoją pasję całe serce. Mam nadzieję, że ta odpłaca mu się z nawiązką. Finansowo….

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Marek Kondrad, „Winne strony”, wyd. Znak, Kraków, 2015 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat