„Witaj, nieznajomy” - recenzja

Recenzja książki „Witaj, nieznajomy”.
„Ten człowiek nie jest ani dżentelmenem, ani nie ma porządnej posady (…) do tego jest podstępny, gwałtowny i najwyraźniej jurny jak zwierz.”

Czyż ten kwiecisty opis jednego z bohaterów nie przypomina portretu najzwyczajniejszego polskiego łobuza, który podobno kocha najbardziej?

Być może, ale Ethan Ransom do łobuzów z pewnością nie należy. Jest odrobinę nieokrzesany, trochę szalony, ale też piekielnie inteligentny, wykształcony i nieziemsko przystojny. Nic więc dziwnego, że pod jego urokiem miękły kobiece kolana (i nie tylko), a wzrok z racjonalnego zamieniał się maślany. Na te uroki zupełnie nieodporna okazała się również Garret Gibson – dama dość nietypowa, biorąc pod uwagę, że akcja utworu toczy się w XIX w. Garret Gibson, jak dowiadujemy się z fabuły, jest jedyną lekarką w Londynie, co z jednej strony budzi wśród ludzi niedowierzanie („Kobieta lekarz. To nienormalne. Założę się, że pod tą spódnicą ma kutasa”), a z drugiej ogromny podziw (Jest pani lekarką? Tą, o której piszą w gazetach?”). Kobieta może poszczycić się też nie lada charakterkiem i chociaż umie przyłożyć większemu od siebie mężczyźnie oraz ironicznie odeprzeć nieprzychylny sobie komentarz, to jak każda osobniczka płci żeńskiej – potrzebuje prawdziwego mężczyzny.

Ethan i Garret są w sobie zakochani, chociaż żadne z nich nie chce się do tego przyznać. Garret swoje zauroczenie ukrywa pod płaszczykiem rozmówek o niczym, a Ethan niezobowiązującego flirtu. Tymczasem każde spotkanie tej dwójki przypomina przerzucanie bomby, która w każdej chwili może wybuchnąć, co jak nietrudno zgadnąć, staje się. Para spędza upojną noc, która będzie miała więcej konsekwencji, niż można przypuszczać. Co stanie się ze związkiem tajemniczego detektywa i ekscetrycznej pani doktor? Przeczytajcie i przekonajcie się sami!

Pisarstwo Lisy Kleypas stało się dla mnie synonimem świetnej, lekkiej i niezobowiązującej rozrywki. Zawsze bardzo chętnie sięgałam po romanse, które wyszły spod jej pióra, gdyż wiedziałam, że kto jak kto, ale ta autorka na pewno mnie nie zawiedzie. Pisarka doskonale kreuje swoje bohaterki (są to nietuzinkowe, silne kobiety z krwi i kości), fantastycznie kieruje całą akcją no i doskonale operuje językiem. Zawsze uśmiecham się, kiedy czytam aż nazbyt barwne opisy seksualnych scen, które są na dodatek stylizowane na XIX- wieczny język. To naprawdę bardzo ciekawe doświadczenie, polecam!

Sięgając po powieść „Witaj, nieznajomy” miałam nadzieję na potężną dawkę rozrywki i dobry kawałek romansidła. Nie zawiodłam się! I chociaż powieść ta jest czwartą częścią cyklu o rodzinie Ravenelów, to nieznajomość trzech poprzednich okazała się nie być przeszkodą. Tutaj każda powieść jest odrębną historią, którą można czytać w dowolnej kolejności.

Powieść oczywiście bardzo polecam, ale zdecydowanie na chłodniejsze wieczory. W tak gorące dni, gorący romans czytany na ogrodowym leżaku może skutkować przegrzaniem i spaleniem ciała. A przecież nikt nie chce wyglądać jak skwarek z rusztu.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Lisa Kleypas, „Witaj, nieznajomy”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat