Robert Jordan jest jednym z klasyków fantastyki. Jeżeli fan komedii romantycznych nie wie, kim jest Richard Gere, a fan kina akcji nie zna Chucka Norrisa możemy mieć wątpliwości, co do jego rzeczywistych upodobań. Tak samo jest z Jordanem – to jedna z ikon literatury fantastycznej; autor bestsellerowego cyklu „Koło Czasu”. Mój mąż nawet porównał Jordana do Tolkiena. Ta recenzja będzie bardziej jego recenzją, gdyż ja od powieści tego typu umywam ręce. Na szczęście mąż bardzo szczegółowo przedstawił mi i fabułę, i swoje odczucia, i wiedzę, którą posiada o autorze. Ja tylko ubrałam wszystko w słowa.
„Wojownik Altaii” to debiutancka powieść Roberta Jordana. Powieść, która nie miała szczęścia, ponieważ na wydanie czekała ponad 40 lat. Aby dowiedzieć się o jej ciekawych losach (oraz losach jej autora) warto przeczytać wstęp, który napisała żona pisarza – redaktorka jego powieści. Wstęp rzuca wiele światła na tę powieść.
Cała historia jest dość niezwykła. Żona Roberta Jordana, która wcześniej nią nie była, szukała ciekawych pisarzy, których mogłaby wydać. Jordan dowiedział się o tym, więc po prostu przyszedł do niej i zaczął pisać (z sukcesem) dla niej książki. Napisał kilka powieści bardziej historycznych, ale oczywiście największym dziełem autora został czternastotomowy cykl „Koło Czasu”. „Wojownik Altaii” – jak się okazało – nie jest żadną nowością w dorobku pisarza, a debiutem, który miał po prostu pecha i czekał ponad 40 lat na to, aż zostanie wydany. Mój mąż w skali dziesięciopunktowej przyznałby powieści 7 punktów, jednak uważa, że jeśli weźmie się pod uwagę, iż „Wojownik Altaii” jest debiutem, można powiedzieć o niej, że jest genialna.
„Wojownik Altaii” to historia Wulfgara – wolnego jeźdźca, koczownika, przywódcy wędrownego klanu. Klan zostaje uwikłany w intrygę pomiędzy wolno żyjącymi ludami a miejscowym państwem – miastem. Od tego czasu zaczynają się problemy bohatera, a cała akcja dzięki temu będzie leciała na łeb, na szyję. Nasz bohater zostanie schwytany oraz będzie miał wiele przygód związanych z uwikłaniem. Będzie magia, tajemnica, przepowiednia, pałacowe intrygi, płaszcz i szpada.
„Wojownik Altaii” to klasyczna powieść z nurtu heroic fantasy. Mamy tu niezbyt skomplikowaną fabułę, wartką akcję, niezłomnego bohatera – wojownika i sporą dozę brutalności. Klasyk. Powieść czyta się naprawdę lekko. Fabuła wciąga, a akcja posiada wiele zaskakujących zwrotów. Nie ma dłużyzn, dzięki czemu czytelnik się nie nudzi. Tym, na co warto zaczekać, jest zakończenie. Mój mąż określił je jednym słowem – „epickie”. I ja mu wierzę.
Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić powieść innym, przede wszystkim fanom fantastyki, dla których książka ta powinna znaleźć się na liście lektur obowiązkowych.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Robert Jordan, „Wojownik Altaii”, Zysk i S – ka, Poznań , 2020
Komentarze