„Wszyscy jesteśmy hipsterami” – recenzja

Recenzja książki „Wszyscy jesteśmy hipsterami”.
Polska w krzywym... lub przerażająco prostym zwierciadle.

Spoglądając na okładkę powieści Daniela Radeckiego – poety i miłośnika napojów z prądem urodzonego w mieście rozpoczynającym się na K – byłam pewna, znajdę w niej odpowiedź na pytanie, kim jest hipster. Nic bardziej mylnego. Jak się wkrótce przekonałam, „Wszyscy jesteśmy hipsterami” to zakrapiana wódką opowieść o kondycji współczesnej Polski i o tych, którzy zdecydowali się w niej zostać. W pisanych z małej litery i z przymrużeniem oka warszafce, krakówku, wrocusiu i poznusiu, ale i pomniejszych miastach, z którymi ludzi wiążą dane słowa, przyrzeczenia, prośby rodziców, nostalgia, brak wiary w siebie.

Książka została napisana prostym, codziennym, dosadnym, pełnym wulgaryzmów i dosłowności językiem. Choć nie często na takie powieści trafiam, styl ów wcale mnie nie zaszokował. Może parę lat temu byłoby inaczej, ale obecnie odnoszę wrażenie, że wulgarność jest w cenie. Im więcej kurw pojawi się w tekście, tym będzie on „fajniejszy”, jednocześnie mainstreamowy i kontrkulturowy. Trochę mi to przeszkadzało, nie mogłam bowiem pozbyć się wrażenia, że „Wszyscy jesteśmy hipsterami” została obliczona na zysk – pieniężny, ale nie tylko – a dopiero później spisana od serca.

Trzy części podzielone na krótkie rozdziały – oto, co znajdziemy na lekko ponad trzystu stronach. Najpierw zostajemy wprowadzeni w literacki i rzeczywisty świat autora-narratora, później poznajemy jego przyjaciół, następnie zgłębiamy kolejne skrawki minionych wydarzeń, na końcu zaś przeczytamy list jednego z kolegów autora oraz poezję jego samego. Wszystko to polane zostało krytycznym sosem, w którym Polska jawi się źle i jeszcze gorzej, a nadzieja błyska rzadko i słabym światłem. Zresztą nie do końca wiadomo, czy to na pewno nadzieja, czy może bohaterom przywdziało się coś po wypiciu zbyt wielkiej ilości wódki.

Jako młoda Polka, urodzona na początku lat 90. XX wieku i znająca niedaleką przeszłość jedynie z opowieści rodziców, czułam sprzeciw wobec wielu kwestii podniesionych przez Radeckiego. Albo nawet nie samych kwestii, ale jego zdania, podejścia. Sprawiło to, że nie polubiłam autora i miałam mu za złe ciągłe filozofowanie przeplatane z narzekaniem na zły los. Miałam ochotę sprawić mu przyjacielskiego kopa, żeby wziął się za siebie i nauczył dostrzegać pozytywne strony sytuacji i życia w ogóle.

Ostatecznie do książki żywię ambiwalentne uczucia. Na wszelki wypadek nie przeczytam jej ponownie, póki nie przybędzie mi kolejnej dekad – być może doświadczenie pomoże mi dostrzec w świecie więcej zła – choć jednocześnie polecę ją innym właśnie teraz. Raczej mężczyznom niż kobietom, raczej po trzydziestce niż przed, raczej po przejściach niż takim, którym w życiu było tylko dobrze i przyjemnie.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Daniel Radecki, Wszyscy jesteśmy hipsterami, Gdynia, Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat