„Z dala od zgiełku” – recenzja

Recenzja książki „Z dala od zgiełku”.
Ucieczka umysłu przed pułapką współczesności.

Czasem mam wrażenie, że czas płynie za szybko. Niebezpiecznie szybko. Ostatnio dużo pracowałam i gdy wreszcie wyszłam na beztroski spacer zauważyłam, że biały bez już przekwita. I zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy, w tym całym zagonieniu, złapałam moment, że on w ogóle zakwitł. Kolejne książki pojawiają się i znikają; pisarze są w ścisłej topce, a już kilka miesięcy później nikt o nich nie pamięta. Jako że dużo czytam, zdarza się, że bohaterowie mieszają mi się z fabułami, a autorzy z tytułami. Zmęczenie materiału. Z tego powodu lubię sięgać po klasykę. Nie chcę, żeby brzmiało to zbyt pyszałkowato, ale są lektury, które do każdego trafią w odpowiednim momencie. Jeszcze kilka lat temu sama uważałabym, że taki Thomas Hardy to strata czasu, gdy tyle emocjonujących i niesamowitych pozycji jest wydawanych. Dziś mam zgoła odmienne zdanie.

Powieść „Z dala od zgiełku” to złożona, wielowymiarowa historia, która daje do myślenia. Jakby tego było mało – książka jest pięknie napisana, dojrzała, niesamowicie nasycona emocjami. Wywarła na mnie ogromne wrażenie nie tylko ze względu na styl autora, ale przede wszystkim dlatego, że akcja była niesamowicie intensywna i mistrzowsko skonstruowana. Klasyka literatury kojarzy się wielu osobom z dłużyznami; z opisami krzaczków i ogródków, które zajmują po kilka stron; z melodramatycznymi bohaterami tak odległymi od nas. Tymczasem Thomas Hardy pokazuje, że wcale nie musi tak być; że można pisać o uniwersalnych kwestiach w sposób absolutnie piękny, ale niemęczący.

Akcja powieści toczy się w spokojnej, angielskiej prowincji z dala od tytułowego zgiełku. To w tym właśnie cichym świecie, oddalonym od miejskiego gwaru toczy się życie głównej bohaterki – Bethsabee Everdene. Bethsabee jest kobietą niesamowicie inteligentną, pojętną i rezolutną, która wyłamuje się ze schematów swojej epoki. Postanawia żyć według swoich zasad, nie oglądając się na konwenanse, co dla sąsiadów – zatwardziałych tradycjonalistów – jest czymś niewiarygodnym. Oczywiście butne postanowienia bohaterki pójdą swoją drogą, a życie swoją… Cóż mogę więcej napisać? Na pewno nie zabraknie w tej powieści ani dramatów, ani  trudnych decyzji, które trzeba podjąć, ani momentów pełnych humoru.

Thomas Hardy stworzył bohaterkę, którą da się polubić, chociaż, przynajmniej ja, średnio na 20 stron miałam ochotę spuścić jej porządne lanie. Z jednej strony pełna pasji, niezależna, a z drugiej z ego, które już dawno opuściło ziemską orbitę. Momentami przypominała mi zadziorną lady Harleigh (bohaterkę serii „Poradnik pierwszej damy”) , a momentami Scarlett o’ Harę. Z pewnością dostarczyła mi wielu emocji.

Czytając powieść Hardy’ego często miałam skojarzenie z „Chłopami” Reymonta. Ten powolnie płynący czas, prace ziemskie, rytm życia zgodny z porami roku i bohaterowie, którzy z całego serca kochają ten swój mały skrawek świata. Ja byłam totalnie zauroczona powieścią. Wyobrażałam sobie tamten świat pełen autentyczności, prostolinijności i myślałam, że chciałabym w nim żyć bez tych wszystkich „wygód”, które oferuje współczesny świat. Szukałam oddechu i go znalazłam. Polecam!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Thomas Hardy, „Z dala od zgiełku”, Wydawnictwo MG, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat