Potrzebujemy takich książek jak „Zaburzenia odżywiania. Dlaczego i po co się pojawiają oraz jak możemy pomóc” Joanny Buraczek. My, społeczeństwo. Potrzebujemy ich, bo problem zaburzeń odżywiania jest nie tylko poważny, ale także coraz większy. Choroba dotyka osób coraz młodszych – o zgrozo, nawet kilkuletnich dzieci! Jeżeli nie otoczymy ich w porę opieką i nie udzielimy pomocy, jakiej potrzebują, zaburzenia odżywiania pogłębią się, a ich przebieg stanie się przewlekły. Jeżeli nigdy dotąd o tym nie myśleliście, być może nawet nie wiecie, że nieleczone zaburzenia odżywiania mogą być dożywotnie. Mogą też przyczynić się do przedwczesnej śmierci – zarówno na skutek samobójstwa, jak i w wyniku powikłań zdrowotnych niedożywienia, np. zatrzymania akcji osłabionego mięśnia sercowego.
„Zaburzenia odżywiania” Buraczek poświęcone są pomocy dzieciom cierpiącym na tę dotkliwą, wyniszczającą chorobę. Nie uważam jednak, by przekaz ograniczał się do dzieci. Widzę w nim ogromną wartość również dla osób, których bliscy dotknięci zaburzeniami odżywiania są dorośli, a nawet żyją w osobnym domu, na własną rękę. Nie ma znaczenia, czy mowa o kobiecie, czy o mężczyźnie, ani czy osoba ta ma dwadzieścia, czy może pięćdziesiąt lat. Ludzie jako jednostki są różni, jednak ze względu na mechanizmy choroby wszyscy stają się w pewnym sensie tacy sami.
Bardzo, bardzo podoba mi się fakt, że „Zaburzenia odżywiania” nie są książką banalną, dryfującą po powierzchni, posługującą się informacjami, które łatwo znaleźć w trzy sekundy. Zamiast tego czytelnik dowiaduje się chociażby o… funkcjach choroby. Warto bowiem zdać sobie sprawę, że zaburzenia odżywiania nie przytrafiają się tak o, przypadkiem, podobnie do przeziębienia czy grypy. Wykształca się je indywidualnie, początkowo celowo angażując się w jakieś zachowania. Wcale nie ma się poczucia, że zachowania te zaszkodzą, a już na pewno nie, że doprowadzą do poważnej choroby. Chodzi o uzyskanie lub uniknięcie czegoś – to funkcja, jaką w życiu danej osoby pełni konkretny objaw.
Aby naprawdę pomóc osobie z zaburzeniami odżywiania, trzeba zrozumieć ich działanie. W zależności od rysu – restrykcyjnego, kompulsywnego lub mieszanego – mechanizm prezentuje się trochę inaczej, ale wcale nie tak bardzo, co wiąże się z faktem, iż typy zaburzeń odżywiania nierzadko przekształcają się jeden w drugi. Elementem poznawania choroby jest uznanie faktu, iż nie jest się odpowiedzialnym za stan bliskiej osoby. Tutaj nie ma winnych. Jest tylko chory, który poradził sobie z przeciwnościami losu w jedyny dostępny mu na tamtą chwilę sposób, i jego bliscy, którzy są w stanie bardzo ułatwić mu proces powrotu do zdrowia, jeśli zaangażują się we właściwy sposób.
Ogromną, nieocenioną wartością książki „Zaburzenia odżywiania” jest zawarty w niej głos chorych i osób pomagających im w wyjściu z choroby. Fragmenty wypowiedzi młodych osób dotkniętych zaburzeniami odżywiania są poruszające. Za cenne uważam także pełne rozmowy ukazujące perspektywę już nie tylko chorych, ale także rodziców czy specjalistów. I wreszcie warto zaznaczyć fakt, iż autorka książki sama w przeszłości mierzyła się z zaburzeniami odżywiania: anoreksją. Chociaż nie trzeba mieć prywatnych doświadczeń z jakimś problemem, aby być dobrym specjalistą, to jednak mam przekonanie, że takie doświadczenie wnosi do praktyki psychoterapeuty, psychodietetyka czy nawet dietetyka coś nieuchwytnego. Zrozumienie, którego nie jest w stanie mieć nikt, kto tego nie przeszedł.
Olga Kublik
Joanna Buraczek, „Zaburzenia odżywiania. Dlaczego i po co się pojawiają oraz jak możemy pomóc”, Mamania, Warszawa, 2025.
Komentarze