Uwielbiam mroczną, czasem nieco brutalną prozę Piotra Kościelnego i nie jest to żadną tajemnicą. Z ogromnym zaciekawieniem wyglądam jego kolejnych powieści, a moja półka z napisanymi przez autora pozycjami pęka w szwach.
Bardzo poruszyły mnie jego pojedyncze książki („Szymek”, „Bezsilna”, „Zły”); lubię też serię o komisarzu Sikorze (chociaż ostatnie tomy nieco mnie rozczarowały z powodu zawartej w nich przesady), dlatego z przyjemnością sięgnęłam po „Zaginioną” i nie rozczarowałam się.
„Zaginiona” to powieść o zniknięciu jednej osoby, ale w rzeczywistości jest to historia o tym, jak łatwo znikają ludzie z naszego świata – nie tylko fizycznie, lecz także moralnie, emocjonalnie, społecznie. Piotr Kościelny nie pisze historii, które mają być „wygodne”. Jego proza jest raczej jak zimny wiatr w listopadowy poranek – nieprzyjemna, przenikliwa i przypominająca o rzeczach, o których często wolimy nie myśleć.
Punkt wyjścia jest prosty. Policjant przyłapuje żonę na zdradzie, grozi bronią kochankowi, zostaje zdegradowany i ląduje na jakimś wygwizdowie, gdzie popada w alkoholizm. Zniknięcie młodej kobiety staje się deską ratunkową dla Tomasza Świderskiego, który postanawia wytrwać w trzeźwości i rozwikłać tę zagadkę.
Autor powoli odsłania kolejne warstwy śledztwa: relacje rodzinne, sąsiedzkie, układziki z małej miejscowości, które z czasem zaczynają łączyć się w jedną całość. Pokazuje, że zło rzadko jest nagłe i spektakularne. Najczęściej rośnie powoli.
Jednym z najmocniejszych elementów książki jest sposób, w jaki autor buduje swoich bohaterów. Mamy typowych przedstawicieli policji, miejscową żulerkę, ale i niewinne dziecko, które jest przekonane, że śledzi je KGB. Każdy coś ukrywa, kręci, przemilcza.
Po skończonej lekturze można wysnuć smutny wniosek: ci, którzy z zasady mają nas chronić i dbać o nasze dobro, nie zawsze są godni zaufania. Okazuje się, że często nie znamy ludzi, którzy są najbliżej nas.
Piotr Kościelny znany jest też z tego, że nie łagodzi rzeczywistości. W jego powieściach przemoc jest brudna, bolesna i często trudna do czytania. „Zaginiona” nie jest tu wyjątkiem. Autor świetnie odwzorowuje język, myśli, problemy różnych ludzi. Pokazuje to, co każdy z nich stara się ukryć w swoich myślach.
Najbardziej chyba poruszył mnie koniec powieści. W wielu thrillerach moment odkrycia prawdy przynosi pewnego rodzaju ulgę. Zagadka zostaje rozwiązana, sprawca ujawniony, a chaos – przynajmniej częściowo – uporządkowany. Kościelny nie oferuje takiego komfortu. W „Zaginionej” prawda jest ciężka. I kiedy wreszcie wychodzi na jaw, nie daje satysfakcji. Raczej pozostawia poczucie smutku, bezsilności i wrażenie, że tego wszystkiego można byłoby uniknąć, gdyby nie lenistwo, uprzedzenia, dążenie do jak najszybszego rozwiązania sprawy.
Ta gorzka refleksja jest jednym z najmocniejszych elementów powieści. Choć „Zaginiona” jest przede wszystkim historią kryminalną, książka działa także na innym poziomie. Kościelny pokazuje w niej obraz współczesnego wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się, że Ci, od których my – jako społeczeństwo – wymagalibyśmy rzetelności, przezorności, zapewnienia bezpieczeństwa, niejednokrotnie zawodzą, a w swojej pracy kierują się po częstokroć partykularnymi interesami.
„Zaginiona” to książka ciężka emocjonalnie, momentami brutalna, ale jednocześnie niezwykle wciągająca. W moim odczuciu jej siła tkwi w kilku elementach: realistycznych bohaterach, mrocznej i gęstej atmosferze małej miejscowości, psychologicznej wiarygodności oraz w odwadze w pokazywaniu trudnych tematów. Bardzo polecam!
Anna Stasiuk
Piotr Kościelny, „Zaginiona”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2026.
Komentarze