„Zapiski niepamięci” – recenzja

Recenzja książki „Zapiski niepamięci”.
Męskie spojrzenie na świat.

Gdybym miała porównać życie Grzegorza Tulisowa do jakiegoś krajobrazu, wybrałabym krętą, kamienistą drogę pośród łagodnych stoków górskich. Bohater niejednokrotnie brał ostry zakręt lub musiał totalnie zboczyć z trasy i wspinać się po kamieniach. Mimo wszystko potrafił delektować się każdą, nawet najbardziej eteryczną chwilą życia.

Szaleńcza wędrówka przez życie rozpoczyna się od kupna jachtu. Tak… żeglowanie i posiadanie swojego maleńkiego azylu wśród wzburzonych fal było największym marzeniem autora. Przez wiele lat z uporem i konsekwencją dążył do jego spełnienia, aż wreszcie udało mu się zostać szczęśliwym posiadaczem „Solarisa”. Ten stalowy potwór powstał wiele lat temu w szczecińskiej stoczni, a swój pierwszy rejs odbył pod nazwą „Dar Śląska”. Podobno na łodzi zawitał kiedyś sam Lem, dlatego też na jego cześć zmieniono jej nazwę.

Łódź, podobnie jak jej właściciel, niejedno przeszła. Podczas jednego z wojaży straciła maszt, podczas innego rozbiła się o skały. Zanim z powrotem sprowadzono ją do Polski, była i w Brazylii i w Spitsbergen. Na szczęście znalazła kogoś, kto jak mitologiczny Pigmalion, tchnął w nią drugie życie.

Książka Grzegorza Tulisowa to zapis wspomnień, które ten wydobywa z najgłębszych zakamarków swojej pamięci. Pierwszy rejs autora był spełnieniem najgłębszych pragnień, a zarazem ucieczką od szarej rzeczywistości. Jego powieść opowiada nie tylko o podróżach do dalekich krajów, ale o całym życiu, które nie raz dawało mu kość. Nie brakuje też rodzinnych historii z pogranicza legend i baśni, które nadają całej opowieści niezwykłego kolorytu (np. o pradziadku, który udusił cara).

Szczerze powiedziawszy, stricte żeglarskie perypetie autora niespecjalnie przypadły mi do gustu. Na szczęście mój ogromny entuzjazm wzbudziły wplecione w podróżniczą fabułę scenariusze życiowych wzlotów i upadków autora. Podróż do Stambułu, w trakcie której uciekał przed tureckimi bandziorami, nocna wyprawa po fiordach Hornsund koło Zatoki Białych Niedźwiedzi, zarządzanie gospodarstwem w Łańsku to przygody, których może pozazdrościć nie jeden globtroter. W życiu Tulisowa nie zabrakło też momentów dramatycznych i trudnych – rozwód, zmaganie się z absurdami socjalizmu. Wszystkie przejścia nieraz odcisnęły na autorze swoje piętno, a zarazem przybliżały do osiągnięcia wymarzonego celu – kupna własnej łodzi. Z całej powieści wyłania się obraz człowieka z pazurem, który mimo wielu burz, nie poddawał się i dalej walczył o kolejny dzień, nie tracąc nawet krzty z uroku poprzedniego, który odszedł w „Zapiski niepamięci”…

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Grzegorz Tulisow, „Zapiski niepamięci”, wyd. Rozpisani.pl, Warszawa 2014

Gdybym miała porównać życie Grzegorza Tulisowa do jakiegoś krajobrazu, wybrałabym krętą, kamienistą drogę pośród łagodnych stoków górskich. Bohater niejednokrotnie brał ostry zakręt lub musiał totalnie zboczyć z trasy i wspinać się po kamieniach. Mimo wszystko potrafił delektować się każdą, nawet najbardziej eteryczną chwilą życia.

Szaleńcza wędrówka przez życie rozpoczyna się od kupna jachtu. Tak… żeglowanie i posiadanie swojego maleńkiego azylu wśród wzburzonych fal było największym marzeniem autora. Przez wiele lat z uporem i konsekwencją dążył do jego spełnienia, aż wreszcie udało mu się zostać szczęśliwym posiadaczem „Solarisa”. Ten stalowy potwór powstał wiele lat temu w szczecińskiej stoczni, a swój pierwszy rejs odbył pod nazwą „Dar Śląska”. Podobno na łodzi zawitał kiedyś sam Lem, dlatego też na jego cześć zmieniono jej nazwę.

Łódź, podobnie jak jej właściciel, niejedno przeszła. Podczas jednego z wojaży straciła maszt, podczas innego rozbiła się o skały. Zanim z powrotem sprowadzono ją do Polski, była i w Brazylii i w Spitsbergen. Na szczęście znalazła kogoś, kto jak mitologiczny Pigmalion, tchnął w nią drugie życie.

Książka Grzegorza Tulisowa to zapis wspomnień, które ten wydobywa z najgłębszych zakamarków swojej pamięci. Pierwszy rejs autora był spełnieniem najgłębszych pragnień, a zarazem ucieczką od szarej rzeczywistości. Jego powieść opowiada nie tylko o podróżach do dalekich krajów, ale o całym życiu, które nie raz dawało mu kość. Nie brakuje też rodzinnych historii z pogranicza legend i baśni, które nadają całej opowieści niezwykłego kolorytu (np. o pradziadku, który udusił cara).

Szczerze powiedziawszy, stricte żeglarskie perypetie autora niespecjalnie przypadły mi do gustu. Na szczęście mój ogromny entuzjazm wzbudziły wplecione w podróżniczą fabułę scenariusze życiowych wzlotów i upadków autora. Podróż do Stambułu, w trakcie której uciekał przed tureckimi bandziorami, nocna wyprawa po fiordach Hornsund koło Zatoki Białych Niedźwiedzi, zarządzanie gospodarstwem w Łańsku to przygody, których może pozazdrościć nie jeden globtroter. W życiu Tulisowa nie zabrakło też momentów dramatycznych i trudnych – rozwód, zmaganie się z absurdami socjalizmu. Wszystkie przejścia nieraz odcisnęły na autorze swoje piętno, a zarazem przybliżały do osiągnięcia wymarzonego celu – kupna własnej łodzi. Z całej powieści wyłania się obraz człowieka z pazurem, który mimo wielu burz, nie poddawał się i dalej walczył o kolejny dzień, nie tracąc nawet krzty z uroku poprzedniego, który odszedł w „Zapiski niepamięci”…

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Grzegorz Tulisow, „Zapiski niepamięci”, wyd. Rozpisani.pl, Warszawa 2014


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat