„Zapiski z Annopola” – recenzja

Recenzja książki „Zapiski z Annopola”.
„Zbiegać za jednym klejnotem pustynie, iść w toń za perłą o cudu urodzie, ażeby po nas zostały jedynie ślady na piasku i kręgi na wodzie.” - tak napisał jeden z XIX-wiecznych poetów.

Czy rzeczywiście tylko tyle zostanie z przedwojennych mieszkańców annopolskiego dworu?

Ludzkość od zawsze marzyła o wynalezieniu wehikułu czasu. Podróże w przeszłość i przyszłość budziły wiele emocji, dawały nadzieję na odkrycie prawdy i szczęścia. Bohaterka „Zapisków z Annopola” – Anna jest posiadaczką wehikułu, o ile tak można nazwać obraz z namalowanym modrzewiem. Ale czy to dało jej upragnione szczęście?

Akcja powieści toczy się w dwóch równoległych światach – przedwojennym Annopolu i współczesnym Toruniu, z miażdżącą przewagą tego pierwszego. Do roku 2011 bohaterka wkracza tylko wtedy, kiedy potrzebuje skorzystać z nowoczesnych urządzeń (zmywarki, odkurzacza, pralki, Internetu) lub aby znaleźć informacje o powojennych losach bliskich i znajomych.

Anna wiedzie szczęśliwe i dostatnie życie u boku swojego męża Olka i córeczki Walentynki. Jej życie wypełniają domowe obowiązki, wychowanie dziecka, wizyty przyjaciół oraz bajkopisarstwo. Niespodziewanie okazuje się, że dziewczyna ma szansę poznać swoją rodzinę: tatę, mamę, babcię Duszkowską, ciocię Marysię, oraz dowiedzieć się jak wyglądało ich życie przed jej narodzinami. Jedyną rzeczą, która zakłóca spokój bohaterki jest widmo nadciągającej wojny… Czy Ani uda się ocalić to wszystko, co kocha? Tego zdradzić nie mogę, ale moim zdaniem bohaterka podejmie słuszną decyzję.

„Zapiski z Annopola” to książka pełna magii, budząca pragnienie tego, czego nam dziś notorycznie brak – ciepła, miłości, spokoju i stabilizacji życiowej. Bohaterowie minionej epoki są ludźmi tak jak my i tak jak my przeżywają swoje rozterki i dramaty. A jednak wydają się być zupełnie z innej bajki… Czy dziś można znaleźć kobietę, która taką troską i życzliwością otacza swoich najbliższych? Czy można poznać mężczyznę, który zabierałby ją na spacery w księżycową noc, komplementował i czule całował na powitanie i pożegnanie?  Możliwe, że tak. Jednak po przeczytaniu powieści takie pytania mogą zacząć się mnożyć w naszych myślach. Powrót do minionego wieku, który zafundowała nam Wiesława Bancarzewska jest czymś więcej niż niezapomnianą przygodą. To przede wszystkim wspaniała lekcja miłości, która przypomina nam o wadze rodziny, stosunków międzyludzkich oraz wartościach, które już niestety w XXI wieku w znacznej mierze odeszły do lamusa…

Gorąco polecam „Zapiski z Annopola” wszystkim kobietom, a szczególnie tym zagubionym i rozczarowanym tym wolnym, wspaniałym światem bez granic w każdym tego słowa znaczeniu.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Wiesława Bancarzewska, „Zapiski z Annopola”, Warszawa, Nasza Księgarnia, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat