Kortko i Watoła – duet reporterski znany z wnikliwych, odważnych i bezlitośnie szczerych opowieści – po raz kolejny udowadniają, że potrafią zaglądać tam, gdzie inni wzrok odwracają. Ich wcześniejsze publikacje, nierzadko nagradzane, były jak dobrze naoliwione instrumenty chirurgiczne: ostre, celne, nieprzypadkowe. Tutaj jednak sięgają głębiej, jakby chcieli dotknąć samego serca polskiej medycyny.
Profesor Marian Zembala, którego biografię splatają w misternym, wielowarstwowym portrecie, jawi się niczym kapitan okrętu dryfującego po wzburzonym morzu. Jednocześnie jest sternikiem, mechanikiem i medykiem swojej załogi. Autorzy pokazują go jako człowieka, dla którego szpital był nie tylko miejscem pracy, ale przedłużeniem tożsamości. Tytuł „Zembala. Szpital to ja” nie jest więc przechwałką, lecz czymś w rodzaju wyznania – jakby Zembala oddychał rytmem oddziału, a jego życiorys wpisany był w każdy korytarz, w brzmienie strug światła odbijających się na lekarskich fartuchach.
Kortko i Watoła prowadzą czytelnika przez meandry kariery profesora, odsłaniając zarówno jego triumfy, jak i cienie towarzyszące ludziom, którzy biorą na siebie więcej, niż można unieść. Jak w dobrym reportażu, fakty pulsują tu obok emocji. Autorzy nie wstydzą się pokazywać bohatera jako postaci z krwi i kości: błyskotliwego, ale i wymagającego. Charyzmatycznego, lecz momentami ocierającego się o despotyzm. Ich opowieść przypomina precyzyjną rekonstrukcję – ściegiem informacji, wspomnień i anegdot zszywają biografię, która żyje i oddycha.
Jedną z największych zalet książki są liczne ciekawostki, które czynią tę biografię czymś więcej niż kroniką sukcesów. Dowiadujemy się z niej o Zembali jako młodym lekarzu patrzącym w oczy pierwszym pacjentom w czasie, gdy polska transplantologia dopiero raczkowała. To człowiek, który potrafił – podobnie jak jego mistrzowie – spędzić długie godziny w sali operacyjnej, nie tracąc ani koncentracji, ani pokory wobec ludzkiego ciała, które bywa delikatne jak porcelana. Autorzy snują też opowieści zza kulis: o medycznych sporach, nieoczekiwanych sojuszach, o determinacji, która chwilami przypominała szał artysty próbującego dokończyć obraz mimo pękającego pędzla.
W książce słychać echa polskiej rzeczywistości szpitalnej – świszczące niczym przeciąg na oddziale. Autorzy nie uciekają od trudnych pytań: o granice poświęcenia, o cenę, jaką płacą lekarze, którzy stają się instytucją samą w sobie, o samotność ludzi odpowiedzialnych za cudze życie. Czytelnik czuje, jakby przechodził przez korytarz rozświetlony fluorescencyjnym światłem – jasnym, ale chłodnym, zmuszającym do refleksji.
Ta książka nie jest laurką dla lekarza. To raczej stłuczone lustro, w którym odbija się postać Zembali i cały system, który współtworzył. A jednak w tej kruchości, w tej mozaice triumfów i potknięć tkwi siła. Kortko i Watoła tworzą narrację, która porusza, momentami wbija w fotel, a kiedy trzeba – podnosi, jakby szeptała: „Zobacz, ile odwagi i słabości mieści się w jednym człowieku”.
„Zembala. Szpital to ja” to książka, po którą sięga się z ciekawością, ale odkłada z ciężarem w sercu i błyskiem zrozumienia w oczach. To literacka operacja na otwartym sercu czytelnika – pełna emocji, pulsująca prawdą i napisana z reporterską maestrią. Jeśli szukasz historii, która porusza jak wybuchający w nocy alarm sercowy, a jednocześnie otula refleksją, ta książka jest właśnie dla Ciebie.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Dariusz Kortko, Judyta Watoła, „Zembala. Szpital to ja. Historia słynnego kardiochirurga”, Wydawnictwo Agora, 2025.
Komentarze