„Zero” – recenzja

Recenzja książki „Zero”.
Napawające lekkim strachem, acz fascynujące science-fiction, czy może mrożąca krew w żyłach rzeczywistość?

W połowie stycznia 2016 roku na rynku pojawiła się nowa powieść Marca Elsberga, a właściwie to Marcusa Rafelsbergera, austriackiego pisarza i autora kilku dzieł z pogranicza thrillera i sensacji. Choć w Polsce jest on znany dopiero od roku – dzięki sensacyjnej powieści „Blackout” – na świecie fanów posiada już od długich lat. Jego druga książka – „Menschenteufel” – nieprzetłumaczona na język polski, przez rok zajmowała miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych thrillerów na listach Amazon. Elsberga interesuje tematyka terroryzmu, zwłaszcza technologicznego i internetowego, czemu lubi dawać wyraz w swoich pracach. Historie pisze z rozmachem, wymyśloną sytuacją obejmując nie tylko miasto czy kraj, ale cały, zglobalizowany i połączony siecią relacji świat.

„Zero” nie wyłamuje się ze schematu, będąc ponadnarodową, międzykontynentalną powieścią sensacyjną, ociekającą tematyką inwigilacji w kontekście nowych mediów. Autor zwraca uwagę na rzeczy, których na co dzień nie zauważamy: wszędobylskie kamery, zmieniającą się walutę (przestajemy płacić pieniędzmi, a zaczynamy danymi osobowymi), uzależnianie własnych decyzji od tego, co znajdziemy w swoich smartfonach. I choć to wszystko może się wydawać przerażającym i wyolbrzymionym wymysłem pisarza, świat z „Zero” wcale nie różni się od naszego tak bardzo. Miniaturowe drony, e-podglądactwo, karty, chipy, sprytne algorytmy, przeglądarki dostosowujące się do użytkownika, połączone konta i znające nas portale społecznościowe – przecież to wszystko już istnieje.

Powieść napisana została dobrym i ciekawym językiem, a tempo przedstawionej na prawie pięciuset stronach historii miarowo rośnie, bez nagłych skoków i zapaści. Pod koniec ostatniej ćwierci napięcie jest już tak wysokie, a potrzeba doczytania powieści tak silna, iż niemal wstrzymywałam oddech, by nie ominąć ani słowa. Co mi się jednak szczególnie spodobało, rozdziały nie kończą się małymi happy endami i rozwiązaniami typu „i żyli długo i szczęśliwie”, dzięki czemu powieść „Zero” jest do bólu realistyczna. Tak jak w świecie, tak i w fabule występują złe postacie, które złymi pozostaną, na dodatek nie wyniosą z tego żadnych konsekwencji. Są i dobre, które oczywiście w walce ze złymi będą musiały sporo się natrudzić.

Poza ciekawą historią, powieść zawiera sporo godnych zapamiętania i często powtarzanych haseł typu: „Witamy w paranoi!” lub „jestem zdania, że ośmiornice karmią się danymi osobowymi powinny zostać zniszczone”. Po przeczytaniu „Zero” możemy więc uznać, że mamy za sobą nie tylko ciekawą lekturę, ale i pouczającą rozprawę o świecie teraźniejszym i przyszłym. Co zaś z tym zrobimy, zależy już tylko od nas.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Marc Elsberg, Zero, Warszawa, Wydawnictwo WAB, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat