Z serią Colleen Coble „Nad zatoką” spotkałam się dwukrotnie. Pierwszą część „Hotel nad oceanem” przeczytałam z zapartym tchem. Sytuacja powtórzyła się w przypadku „Księżyca nad przylądkiem”. „Zmierzch nad jagodowymi polami” jest jedynie potwierdzeniem literackiego kunsztu autorki.
W tej części pierwsze skrzypce gra postać Kate Manson – siostry Clarie Dellamare. Dziewczyna, wychowywana przez surową matkę i doświadczona przez ciężką chorobę, postanowiła zająć się uprawą rodzinnych pól jagodowych, gdyż nie widziała dla siebie innych perspektyw. Kiedy okazuje się, że pola przestają przynosić dochody, Kate zmuszona jest wymyśleć inny sposób zarabiania na życie. Postanawia wyremontować mały domeczek znajdujący się w obrębie jej posiadłości i wynająć letnikom. Wkrótce w Maine zjawia się przystojny Drake Newham razem z dwoma siostrzenicami, który z miejsca wynajmuje domek, a Kate zatrudnia w roli opiekunki. Okazuje się, że mężczyzna przyjechał zbadać okoliczności śmierci brata i jego żony. Co więcej, właśnie Kate i jej siostra były świadkami tego zdarzenia i znalazły zwłoki w zatoce. Czy uda się rozwikłać zagadkę tajemniczego zgonu i złapać mordercę?
Choć tytuł powieści wydaje się być bardzo niewinny, (bo czymże może być „Zmierzch nad jagodowymi polami” jak nie tanim romansidłem? Na dodatek ze słowem zmierzch w tytule…) całość okazuje się dużo bardziej skomplikowana. Książka Colleen Coble zawiera w sobie to, co kobiety kochają najbardziej – intrygę, kłamstwa i czające się gdzieś zło, ale także odrobinę romansu i wzruszeń. Autorka po raz kolejny napisała lekką, ale nie płytką powieść, która trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Pomieszanie dwóch, wydawałoby się sprzecznych, wątków – kryminalnego i miłosnego nadaje powieści harmonii i równowagi pomiędzy dobrem i złem; pozytywnymi i negatywnymi uczuciami. W pisarstwie Coble podoba mi się to, że autorka z jednej strony nie dramatyzuje i nie wyolbrzymia problemów, a z drugiej – nie tworzy sztucznego, lukrowanego romansidła. Bohaterowie są tacy jak my – są ludźmi z krwi i kości, nie manekinami stworzonymi na potrzeby kobiecego czytadła.
Co więcej Colleen Coble wodzi nas za nos, celowo wprowadzając do powieści wątki poboczne po to, aby utwierdzać nas w błędnych przekonaniach, a następnie zmuszać do rewizji wyrobionych poglądów. Sama niejednokrotnie łapałam się w sidła autorki, by następnie płonąć ze wstydu, że ja, stary wyjadacz kryminałów, dałam się podejść jak dziecko.
Powieść polecam wszystkim. Gwarantuję, że emocji starczy dla każdego!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Colleen Coble, „Zmierzch nad jagodowymi polami”, wyd. Dreams, Rzeszów, 2018 r.
Komentarze