„Zmysłotropy. Krecik Kuki i uważne przygody” – recenzja

Recenzja książki „Zmysłotropy. Krecik Kuki i uważne przygody”
Książka, która pozwala zatrzymać się tu i teraz. I naprawdę być.

W świecie, w którym dzieci od najmłodszych lat otoczone są ekranami, dźwiękami, kolorami i nieustannie napływającymi bodźcami, coraz trudniej o coś, co kiedyś przychodziło zupełnie naturalnie – o zwyczajne zatrzymanie się. O chwilę, w której można popatrzeć na liść, posłuchać szelestu drzew, poczuć fakturę kory albo zastanowić się, jak pachnie las po deszczu. Właśnie w tę potrzebę trafia książka Małgorzaty Węgier „Zmysłotropy. Krecik Kuki i uważne przygody” – niewielka objętościowo, ale bardzo przemyślana publikacja dla dzieci w wieku 4–8 lat.

To książka, która nie próbuje konkurować z dziecięcą codziennością jej własnymi metodami. Nie krzyczy, nie epatuje akcją, nie zasypuje dziecka informacjami. Przeciwnie – proponuje coś, czego współczesnym dzieciom, a czasem również dorosłym, bardzo potrzeba: uważność. Bohaterem „Zmysłotropów” jest Krecik Kuki – sympatyczna postać, która staje się przewodnikiem po świecie zmysłów. W opowiadaniach dzieci mają okazję przyglądać się kolejnym sposobom doświadczania świata: przez słuch, wzrok, dotyk, węch i smak, ale także poprzez ruch, czucie własnego ciała oraz wyciszenie.

I właśnie tutaj tkwi największa siła tej książeczki. Ona nie mówi dziecku, czym jest uważność. Ona pozwala jej doświadczyć. A to ogromna różnica.

Można przecież przeczytać dziecku piękną definicję uważności, ale znacznie ciekawiej jest zaprosić je do świata, w którym zwykły spacer może stać się małą wyprawą badawczą. Nagle las nie jest już tylko „lasem”. Jest miejscem pełnym dźwięków, zapachów, faktur, kolorów i ruchu. Kamyk nie jest tylko kamykiem. Liść nie jest tylko liściem. Zwyczajna kałuża może stać się początkiem odkrywania.

To bardzo bliskie dziecięcemu sposobowi poznawania świata. Dziecko przecież od początku swojego życia uczy się właśnie poprzez zmysły. Dotyka, smakuje, słucha, obserwuje, wącha, porusza się. „Zmysłotropy” przypominają, że ta naturalna ciekawość nie powinna zostać zagłuszona przez pośpiech i nadmiar bodźców.

Podoba mi się szczególnie to, że książka nie zatrzymuje się na samym czytaniu. Po każdej opowieści znajdują się propozycje sensorycznych zabaw dla rodzica i dziecka. Dzięki temu książka staje się czymś więcej niż zbiorem opowiadań – jest zaproszeniem do wspólnego działania. Autorzy opisują je jako gotowe scenariusze leśnych zabaw sensorycznych, które można wykorzystać podczas spaceru.

To świetny pomysł również z perspektywy rodzica.

Bo ile razy wychodzimy z dzieckiem na spacer i słyszymy: „Nudzi mi się”? Ile razy sami przechodzimy przez park, las czy łąkę, nie zauważając właściwie niczego poza drogą, którą mamy do pokonania? „Zmysłotropy” potrafią zmienić tę perspektywę. Zamiast szukać kolejnej atrakcji, wystarczy nauczyć się dostrzegać te, które już są wokół nas.

Można więc czytać tę książkę razem z dzieckiem, a później wyjść z nią – choćby symbolicznie – na zewnątrz. Poszukać różnych odcieni zieleni. Nasłuchiwać ptaków. Dotykać kory drzew. Rozpoznawać zapachy. Zastanawiać się, co jest miękkie, co szorstkie, co chłodne, a co ciepłe. W ten sposób lektura przestaje być zamkniętą czynnością wykonywaną wieczorem przed snem. Zaczyna mieć ciąg dalszy w prawdziwym świecie. I to właśnie uważam za jeden z najcenniejszych aspektów tej publikacji.

Warto również zwrócić uwagę na to, że „Zmysłotropy” dotykają bardzo współczesnego problemu – przebodźcowania dzieci i coraz słabszego kontaktu z naturą. Wydawca wprost wskazuje, że książka jest odpowiedzią na te dwa zjawiska. Nie jest to jednak odpowiedź w formie kolejnego poradnika dla rodziców. Zamiast wykładu dostajemy opowieść i konkretne doświadczenia.

To bardzo mądre rozwiązanie, bo dzieci nie potrzebują przecież kolejnej instrukcji obsługi własnego życia. Potrzebują okazji, żeby coś przeżyć, odkryć i nazwać po swojemu. Cennym dodatkiem są również ilustracje, z których część można pokolorować. To drobny element, ale dobrze współgra z ideą całej książki. Dziecko nie jest wyłącznie odbiorcą historii – może w pewnym sensie stać się jej współtwórcą. Kolorowanie dodatkowo angażuje małą motorykę i pozwala przedłużyć kontakt z książką poza samo czytanie.

W „Zmysłotropach” podoba mi się także ich spokojny ton. W dziecięcej literaturze łatwo wpaść w pułapkę przekonania, że żeby zainteresować dziecko, trzeba bez przerwy coś robić, coś zmieniać i czymś zaskakiwać. Tymczasem Krecik Kuki pokazuje inną drogę. Można zwolnić. Można się rozejrzeć. Można przez chwilę niczego nie przyspieszać. I być może właśnie tego rodzice potrzebują od książek dla dzieci najbardziej. Nie kolejnej historii, która po przeczytaniu zostawi dziecko z potrzebą następnej atrakcji, ale takiej, która otworzy drzwi do rozmowy i wspólnego przeżywania świata.

„Zmysłotropy” mają przy tym jeszcze jedną zaletę: można po nie sięgać wielokrotnie. Nie jest to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać od początku do końca podczas jednego wieczoru. Jednego dnia skupić się na dźwiękach, innym razem na dotyku, jeszcze innym na zapachach czy ruchu. Dzięki temu książka może dobrze sprawdzić się zarówno podczas wspólnego czytania, jak i jako punkt wyjścia do rodzinnych rytuałów – szczególnie tych związanych z naturą. I chyba właśnie wtedy jej sens staje się najbardziej widoczny: kiedy przestaje być tylko książką stojącą na półce.

Dla dziecka będzie to przede wszystkim spotkanie z sympatycznym Krecikiem. Dla rodzica – być może małe przypomnienie, że nie zawsze trzeba organizować dziecku kolejną atrakcję. Czasami wystarczy wyjść z domu i naprawdę posłuchać.

Posłuchać deszczu.
Poczuć zapach mokrej ziemi.
Dotknąć szorstkiej kory.
Zauważyć, że liście mają różne odcienie zieleni.
I przez chwilę pobyć razem bez pośpiechu.

Właśnie dlatego „Zmysłotropy” są książką, którą warto mieć blisko. Nie tylko po to, żeby przeczytać dziecku kolejną historię, ale po to, żeby pokazać mu, jak wiele historii każdego dnia opowiadają nasze własne zmysły. To książeczka niewielka, ale z bardzo dużą ideą. I być może jej największą wartością jest to, że po jej przeczytaniu zaczynamy patrzeć na zwyczajny spacer trochę inaczej.

Anna Stasiuk

Małgorzata Węgier, „Zmysłotropy. Krecik Kuki i uważne przygody”, Bajkowe Studio, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat