Osoba psychicznie chora, by wyzdrowieć, potrzebuje znaleźć granicę pomiędzy dwoma światami. Chciałoby się rzec, że jeden z nich jest realny, drugi zaś nieprawdziwy, zmyślony. Takie przedstawienie sytuacji na nic się jednak nie zda podczas terapii, gdyż zarówno świat namacalny, jak i ten drugi, znajdujący się w głowie chorego, są dla niego równie rzeczywiste, równie prawdziwe, mające taki sam wpływ na jego myśli i działania. Lekarz nie jawi się bardziej realnym niż spadający bóg, zimno śniegu nie jest bardziej nieprzyjemne od mrożącego krew w żyłach wiatru, który wieje w duszy, a gramatyka ojczystego języka nie zdaje się być łatwiejsza, niż słownictwo i reguły panujące w tym drugim świecie. Jeśli jednak znalezienie owej granicy powiedzie się, chory będzie musiał sam wybrać świat, w którym zdecyduje się żyć. Nikomu z zewnątrz nie wolno zaś będzie podważać jego prawdziwości. I jeśli pacjent, z pełną świadomością i niemałym trudem, a także szczęśliwie dla bliskich, opowie się po stronie rzeczywistości, jaką znamy my, przyjdzie czas na najtrudniejsze zadanie - na opuszczenie ośrodka i naukę życia w „naszym” świecie, tym, który mimo swej prawdziwości, pełen jest sprzeczności i obłędu.
„Życie to nie bajka” Joanne Greenberg to historia właśnie takiej walki. Walki toczonej przez młodą dziewczynę, która nie potrafiąc poradzić sobie z realnym - w naszym rozumieniu - światem, stworzyła swoją własną czasoprzestrzeń, krainę Ur, gdzie padła w ramiona pełnych zrozumienia i akceptacji bogów. Z czasem jej życie w owej krainie przerodziło się jednak w koszmar. Bogowie stawali się coraz gorsi, coraz mniej wyrozumiali, a coraz bardziej wymagający i szyderczy. Dziewczyna pogubiła się. My, czytelnicy, jej walkę z samą sobą, krainą Ur i rzeczywistością, mogliśmy obserwować bezpośrednio, jakbyśmy byli jednym z pacjentów ośrodka, do którego trafiła, albo jedną z osób zamieszkujących jej głowę. Książka bowiem, choć pisana w trzeciej osobie, jest jak pamiętnik, który zdradza nam więcej, niż wie jakakolwiek postać, poza Deborah, czyli główną bohaterką. W chwilach, gdy dziewczyna traci przytomność, tracimy ją i my. Akcja się zatrzymuje, by rozpocząć się tuż po ponownym otwarciu oczu. Dzięki temu zabiegowi utożsamiamy się z Deborah, rozumiejąc ją i współczując. Sądzę też, że każdy znajdzie w jej osobowości i słabościach taki element, który pojawia się również u niego. Jakiś lęk, jakąś fobię, jakiś niepokój. Oprócz przedstawienia przypadku głównej bohaterki, Greenberg delikatnie wskazuje także na to, że w pewnym sensie i stopniu obłąkany jest każdy - i pacjent, i jego opiekun, i lekarz, i ty, i ja. Wszyscy czasem cierpimy, tylko nie mamy odwagi, by się do tego przyznać. Nasz świat rządzi się bowiem swoimi zasadami, a milczenie i trzymanie sekretów za drzwiami własnych mieszkań to jedne z nich.
Na okładce „Życie to nie bajka” znalazła się również informacja, iż na podstawie powieści powstał film. Pomyślałam, że to bardzo dobrze, gdyż z chęcią obejrzałabym taką ekranizację. Zastanowiła mnie jednak inna rzecz - z jakiegoś powodu wiadomość o filmie, na który z pewnością zwróciłabym uwagę, ominęła mnie. Dlaczego tak się stało? Czyżby w Polsce miał wejść dopiero za rok, może później? Odpowiedź, jaką otrzymałam po wyszukaniu tytułu filmu w internecie, zszokowała mnie. Film powstał, a i owszem, ale w roku 1977! To musiało oznaczać, że... tak, pierwsze wydanie książki miało swą premierę w roku 1964. Dlaczego jednak był to dla mnie taki szok? Dlatego, że książka jest niesamowicie współczesna, aktualna, dzisiejsza. Szczególnie teraz, gdy codzienność przeplata się z szybkim tempem, chorobami cywilizacyjnymi i pędem ku doskonałości, „Życie to nie bajka” miałoby, i nadal ma, wielką szansę na sukces. I prawdopodobnie dlatego wydawnictwo Replika postanowiło wypuścić nowy nakład. Szkoda tylko, że z tak infantylną, nieodpowiednią okładką, przystrojoną misiami rodem ze sklepu NICI, przeznaczonego dla dzieci i młodzieży. Taka tematyka wymagałaby czegoś stonowanego, spokojnego, poważnego. Zapominając jednak o tym drobnym mankamencie, czuję się w obowiązku polecić wszystkim powieść Greenberg, jako że traktuje o czymś ważnym, a często lekceważonym bądź sprowadzanym do błahostki. O potworze, który ni stąd, ni zowąd, może wypełznąć spod łóżka oraz o świecie, w którym życie jest codzienną, nieubłaganą walką o siebie samego. O „naszym” świecie.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Joanne Greenberg, „Życie to nie bajka”, Zakrzewo, Replika, 2014
Komentarze