„Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego” – recenzja

Recenzja książki „Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego”.
Roman Wilhelmi to jeden z tych aktorów, którzy na trwałe zapisali się w pamięci Polaków. Wybitny aktor, charyzmatyczna postać wcielająca się w ciekawe role na ekranie i deskach teatralnych. To wszystko wiemy. Natomiast nie wiemy, jakim był człowiekiem. Dlaczego jego życie skończyło się w wieku obecnie uznawanym za dość młody?

Wykonawca wielu ról w Teatrze Ateneum, pamiętny gospodarz domu z serialu „Alternatywy 4”, bezwzględny szef kelnerów w filmie „Zaklęte rewiry” czy sprytny  prostak w dziele „Kariera Nikodema Dyzmy” – te role w jego wykonaniu nadal są chętnie oglądane.

„Anioł i twardziel” to nie jest standardowa biografia, formalna i naładowana datami oraz faktami. Choć autorka zaczyna zwyczajowo, od  śmierci i narodzin artysty, przeprowadza też wywiady z osobami, które znały aktora, wyraża swoje opinie, wysnuwa wnioski z faktów, przyznaje się do niewiedzy, zastanawia się nad wieloma rzeczami, np. dlaczego matka wysłała swego syna do szkoły z internatem, czemu Wilhelmi nie był wystarczająco doceniany w Ateneum, jak to się stało, że nie sprawdził się jako ojciec swojego jedynego syna.

M. Jaros już na wstępie przyznaje się, że nie bardzo lubi swojego bohatera. Nic w tym dziwnego. Wilhelmi to jedna z tych postaci, które  denerwują „zwykłych” ludzi. Niektórzy mają urok nie do odparcia, co sprawia, że wiele rzeczy uchodzi im płazem. Osiągają swoje cele, idąc po plecach innych. Nie dotrzymują obietnic, są nieodpowiedzialni i nieprzewidywalni. Być może właśnie w tym tkwi jednocześnie ich czar.

Największą miłością Romana Wilhelmiego był on sam – na planie lub deskach teatru. Autorka cytuje fragment wywiadu z artystą, gdzie mówi on m.in. tak: „Zostałem, chcę być aktorem nie dlatego, że kocham teatr. Ja nie kocham teatru. Nie kocham filmu, nie kocham telewizji. Kocham siebie w tym zawodzie, autentycznie lubię to.” Być może dlatego, goniąc za egzaltacją i wielkimi przeżyciami, wciąż zmieniał on partnerki. Jednak czytelnik  nie pozna zbyt wielu ich nazwisk. Nieco więcej miejsca w książce zajmują jedynie dwie żony, Iwona Bielska i ostatnia partnerka – Liliana Kęszycka, której zapisał cały swój majątek, pomijając syna.

Magda Jaros pochyla się też nad alkoholizmem aktora. Jak wiadomo, alkohol to przekleństwo wielu wybitnych postaci świata kultury. Uzależnienie powodowało choroby, cierpienie, utratę szans na rozwój karier, przedwczesną śmierć itp. Można sobie tylko wyobrażać, ile jeszcze dobrych ról zagrałby Roman Wilhelmi, gdyby nie zmarł w wieku 55 lat.

Książkę czyta się z zaciekawieniem. Czytelnik wraz z autorką próbuje przeniknąć umysł charyzmatycznego aktora (co jest zabiegiem z góry skazanym na porażkę, bo przecież nie da się nikogo zrozumieć do końca). W tym przypadku jest jeszcze trudniej, gdyż Wilhelmi raczej strzegł swojej prywatności, a lata jego aktywności aktorskiej przypadły na czasy, gdy znane osoby nie pokazywały tego, co jedzą na śniadanie. Magda Jaros śmiało wyraża własne opinie na temat swojego bohatera. To jest odświeżające i pozwala czytelnikowi się bardziej zaangażować w treść biografii.

Bez fotosów biografia byłaby uboższa, czytelnicy też je uwielbiają.  Na szczęście w tej książce jest ich sporo (choć życzyłabym sobie więcej zdjęć prywatnych z późniejszych okresów życia).

Książka jest wydana z pieczołowitością, a twarda okładka z ciekawą ilustracją Romana Wilhelmiego autorstwa Zuzanny Miśko zachęca do czytania.

Iwona Radomska
(iwona.radomska@dlalejdis.pl)

Magda Jaros, Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego, Wydawnictwo Rebis, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat