„Biblioteka o północy” – recenzja

Recenzja książki „Biblioteka o północy”.
Jak często się zastanawiasz „Co by było gdybym…”?

Nora Seed czuje, że sięgnęła dna. W krótkim czasie straciła pracę; matka chłopca, któremu udzielała lekcji gry, poinformowała ją, że z nich rezygnuje; nawet sędziwy sąsiad, któremu wykupywała recepty, już nie potrzebuje jej pomocy. Jej jedyny żyjący członek rodziny nie chce mieć z nią nic wspólnego, a ostatnie źródło ukojenia kot Walter właśnie dokonał żywota. Doprowadzona do kresu wytrzymałości kobieta postanawia zrobić to samo i popełnić samobójstwo.

W efekcie trafia do tytułowej Biblioteki o Północy, miejsca gdzieś między życiem a śmiercią, gdzie nie płynie czas, a tajemnicza bibliotekarka pomaga jej wybrać książki umożliwiające przeniesienie się do rzeczywistości równoległych. Tym sposobem Nora otrzymuje szansę na przekonanie się, co by było, gdyby w przeszłości podjęła inne decyzje, jednak za każdym razem, gdy nowa opcja okazuje się rozczarowująca, powraca do biblioteki i cykl rozpoczyna się od nowa. Żeby jednak nie było zbyt cukierkowo, już na wstępie wiadomo, że te podróże nie mogą i nie będą trwać wiecznie.

Powieść Matta Haiga jest moim pierwszym zetknięciem z gatunkiem fantasy od czasów... szkolnego zgłębiania twórczości J.R.R. Tolkiena. Generalnie preferuję mroczny realizm, jednak czasem pragnienie odmiany podsycane przez intrygującą okładkę oraz nietypowy i zachęcający opis bierze górę nad przyzwyczajeniem. Rezultat może być dobry albo katastrofalny. Tym razem na szczęście bliżej było do tej pierwszej opcji.

„Biblioteka o północy” wyróżnia się może nie samym pomysłem żyć nieprzeżytych, bo filmów wykorzystujących ten motyw w ogranym zerojedynkowym schemacie kariera-czy-życie-rodzinne jest na pęczki, a tutaj jednak chodzi o coś więcej. Problem Nory ma głębsze podłoże i myślę, że wiele osób, zarówno starszych, jak i młodszych, będzie się z jej frustracją, bolączkami i żalami utożsamiać.

Powieść czyta się szybko i całkiem przyjemnie, chociaż styl czasami skręca w moim zdaniem nieco zbyt egzaltowane rejony. Nie dość, że sama tematyka skłania do snucia egzystencjalnych refleksji, to jeszcze autor uczynił główną bohaterkę niedoszłą magister filozofii. Fakt ten jest czasem podkreślany aż do przesady. Moim zdaniem zamiast tak często posiłkować się cytatami myślicieli, możnaby je uprościć, sparafrazować albo nawet pominąć, a treść by wcale na tym nie ucierpiała. W zasadzie to nawet próba wyjaśnienia tego, czego doświadcza Nora, z punktu widzenia fizyki nie jest potrzebna. Czasem lepiej pozostawić coś niedopowiedzianym i pozostawionym interpretacji czytelnika niż próbować na siłę uprawdopodobnić fabułę.

Niemniej, pomimo tych kilku zarzutów, uważam, że „Biblioteka…” jest pokrzepiającą i sympatyczną lekturą w sam raz dla tych, którzy są w nastroju na rozważania na temat szczęścia, życia i tego, co jest w nim najważniejsze.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Matt Haig, „Biblioteka o północy”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2021r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat