Gdy człowiek marzy o tym, żeby jego codzienność wreszcie przypominała książkę fantasy, zazwyczaj wyobraża sobie magię, przygodę, niezwykły świat i może nawet przystojnego księcia. Rzadziej bierze pod uwagę strzelaninę, niebezpieczne stworzenia, rodzinne problemy i nagiego nieznajomego znalezionego w ogródku.
A właśnie mniej więcej tak zaczyna się przygoda Anki.
Bohaterka „Wygnańca” jest pielęgniarką, która większość czasu poświęca pracy. Nie ma szczególnie ekscytującego życia prywatnego, a przygody zna przede wszystkim z książek. Zamiast wyprawy do magicznej krainy dostaje jednak znacznie bardziej przyziemne zadanie. Ma pojechać na wieś, zająć się schorowanym dziadkiem, uporządkować rodzinne sprawy i przekonać starszego mężczyznę do przeprowadzki do domu opieki.
Już ten początek jest ciekawy, bo Miszczuk nie wybiera na swoją bohaterkę nastolatki odkrywającej właśnie niezwykłe moce. Anka jest dorosłą, zmęczoną kobietą z pracą, obowiązkami i rodzinnymi problemami. Dopiero w tę bardzo zwyczajną rzeczywistość zaczyna wdzierać się magia.
Najpierw pojawia się tajemniczy przedmiot znaleziony w domu dziadka. Potem w ogródku Anka odkrywa nagiego, nieprzytomnego mężczyznę. Szybko okazuje się, że nieznajomy nie tylko ma wyjątkowo wysokie mniemanie o sobie, ale również twierdzi, że jest księciem z zupełnie innego świata. A jakby tego było mało, oczekuje pomocy w odzyskaniu skradzionej gwiazdy.
Brzmi absurdalnie? I właśnie na tym absurdzie autorka buduje sporą część uroku powieści. „Wygnaniec” bawi się schematami romantasy. Jest tajemniczy i atrakcyjny książę, jest zwyczajna kobieta wciągnięta w magiczne wydarzenia, jest inny świat, niebezpieczeństwo i stopniowo budowane napięcie między bohaterami. Miszczuk nie traktuje jednak tych elementów ze śmiertelną powagą.
Darragh może wyglądać jak bohater fantazji niejednej miłośniczki romantasy, ale jego charakter bardzo szybko studzi romantyczny entuzjazm. Jest arogancki, pewny siebie, przyzwyczajony do wydawania poleceń i przekonany o swojej wyjątkowości.
Na szczęście Anka nie zamierza padać przed nim na kolana.
Ich relacja najlepiej wypada właśnie wtedy, gdy oboje działają sobie na nerwy. Słowne przepychanki, nieporozumienia wynikające ze zderzenia dwóch światów i nieustanne podważanie wzajemnych decyzji dają książce lekkość charakterystyczną dla twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Co ważne, autorka nie próbuje od razu zamienić wzajemnej niechęci w wielką miłość. Romans pozostaje jednym z elementów opowieści, a nie jej jedynym sensem. I dobrze, bo znacznie ciekawsze jest obserwowanie bohaterów, którzy jeszcze nie wiedzą, czy bardziej chcieliby sobie pomóc, czy nawzajem się udusić.
Najbardziej interesujący pomysł „Wygnańca” to zderzenie dwóch rzeczywistości. Z jednej strony otrzymujemy swojską, polską wieś, stary dom dziadka, ogródek, rodzinne obowiązki i bardzo przyziemne problemy. Z drugiej pojawia się świat fae inspirowany celtyckimi wierzeniami, pełen istot, których zdecydowanie nie należy mylić z sympatycznymi wróżkami z dziecięcych bajek.
Im dalej posuwa się historia, tym mniej bajkowy staje się ten drugi świat. Piękno może być pułapką, uprzejmość nie musi oznaczać dobrych zamiarów, a słowa i obietnice potrafią mieć znacznie większą wagę, niż spodziewa się człowiek. Właśnie ta część powieści jest ciekawsza, kiedy fantastyczny świat zaczyna odgrywać większą rolę.
Autorka ma tutaj spore pole do dalszego rozwijania uniwersum. Pierwszy tom pokazuje jedynie fragment jego zasad, historii i konfliktów. Czuć, że „Wygnaniec” ma przede wszystkim otworzyć drzwi do większej opowieści.
Największym problemem książki może okazać się paradoksalnie jej główna bohaterka. Anka miała być zwyczajną kobietą wrzuconą w kompletnie niezwyczajną sytuację i ten pomysł działa. Nie zawsze równie dobrze działają jednak jej reakcje. Bohaterka momentami podejmuje decyzje trudne do zrozumienia, potrafi zachowywać się chaotycznie, a jej sposób patrzenia na samą siebie bywa zaskakujący. Niedoskonałość i nieporadność głównej bohaterki wydają się sympatyczne, ale po pewnym czasie stają się męczące. Podobnie jest z Darraghem. Jego arogancja jest częścią komediowego zamysłu, ale od sympatycznie irytującego bohatera do naprawdę irytującego bohatera czasami jest bardzo blisko.
Równie nierówny bywa humor. Kiedy wynika ze zderzenia współczesnej Polki z magicznym księciem i kompletnie różnymi zasadami obu światów, działa bardzo dobrze. Kiedy opiera się na kolejnych aluzjach czy powtarzających się żartach, potrafi stracić świeżość.
Trudno natomiast zarzucić „Wygnańcowi” braku akcji. Książka liczy 480 stron, ale fabuła szybko przyspiesza. Kolejne problemy pojawiają się jeden za drugim, zwyczajna wizyta u dziadka błyskawicznie przeradza się w walkę o przetrwanie, a wraz z odkrywaniem magicznego świata zwiększa się również skala całej opowieści.
To literatura nastawiona przede wszystkim na rozrywkę. Miszczuk miesza fantastykę, komedię, odrobinę romansu, elementy obyczajowe i przygodę. Potrafi przejść od scen dotyczących choroby i starości do absurdalnego dialogu z księciem z innego świata, a następnie wrzucić bohaterkę w sam środek kolejnego zagrożenia.
Nie wszystkie te składniki łączą się idealnie. Momentami można mieć wrażenie, że wydarzeń jest więcej niż przestrzeni potrzebnej do ich rozwinięcia. Z drugiej strony dzięki temu trudno narzekać na zastój.
„Wygnaniec” nie jest książką pozbawioną wad, ale ostatecznie dostajemy to, czego oczekujemy od Katarzyny Bereniki Miszczuk – humor, szaloną przygodę, fantastykę osadzoną częściowo w znajomych realiach i bohaterów, którzy potrafią się efektownie pokłócić. Największą zaletą książki pozostaje jednak sam pomysł na świat. Połączenie polskiej codzienności z celtyckimi wierzeniami oraz pokazanie fae jako istot pięknych, ale dalekich od niewinności daje serii „Czarna tafla” naprawdę interesujący punkt wyjścia.
To nie jest romantyczna bajka o kobiecie, która znajduje swojego księcia. To raczej historia o kobiecie, która znajduje księcia w truskawkach, bardzo szybko zaczyna żałować swoich marzeń o przygodzie, a później odkrywa, że baśnie mogą być znacznie bliższe ich dawnym, brutalnym wersjom niż tym znanym z dzieciństwa. Bo jeśli w tej historii ktoś mówi ci, że trafiłaś do bajki, rozsądniej najpierw sprawdzić, czy przypadkiem nie jest to jedna z tych bajek, w których ludzie znikają bez śladu.
PMP
Katarzyna Berenika Miszczuk, „Wygnaniec”, Wydawnictwo Mięta, 2026.
Komentarze