Od samego początku dowiadujemy się, że szesnastoletni Jasper Snider należy do osób, których kłopoty się po prostu trzymają. I to nie tylko ze względu na przynależność do niezwykle zuchwałej szajki złodziei, ale i przez tajemniczą przeszłość, którą strona po stronie odkrywamy. „Szklanooki”, jak na bohatera fantasy przystało, niemal niczego nie posiada, a z czasem traci jeszcze więcej, by jego podróż mogła ruszyć z kopyta. Jednak szybko okazuje się, że Jasper jest kimś więcej, niż tylko próbującym przetrwać w świecie rzezimieszkiem.
Schowany za fasadą obojętności, wszechobecnych kłamstw i ciętego języka nastolatek szybko musi zmierzyć się z własną przeszłością, a przede wszystkim z zagrażającymi światu Cieniami. Jako syn ostatniego Władcy Smoków, ale i Obdarzony magią, co nie wszędzie jest mile widziane, próbuje dotrzeć do prawdy o sobie, ale i o krainie, nad którą coraz mocniej zaciska się mordercza pętla terroru. Rozgrywki polityczne, walka o władzę, w której poszkodowanymi zawsze są najubożsi lub ci, którzy sami nie mogą się obronić, są tu wszechobecne.
To właśnie pośród czystek klasowych i podziałów rasowych zawiązuje się, początkowo trochę chaotyczna, a później już dobrze zgrana drużyna, w którą Jasper nie do końca wierzy. Obok bohatera staje honorowy, kierujący się własnym kodeksem rycerz Liam Marshall oraz Megan – dziewczyna, której magiczne zdolności dopiero się budzą (mam przeczucie, że w kolejnych tomach jeszcze pokaże, na co ją stać). Z początku za sobą nie przepadają, z biegiem czasu zaczynają rozumieć, że tylko razem ocalą swoich bliskich i świat. Starcie z Łowcami, wspólna ucieczka z lochów czy przerażająca walka w krainie zabawek zacieśniają ich relację, która zaczyna przypominać prawdziwą przyjaźń.
Kinga Leszczyńska zręcznie buduje klimat, odwołując się do zmysłów czytelnika, chociażby poprzez obrazy drzew wyginających się pod naporem wiatru, które idealnie rezonują ze stanem wewnętrznym Jaspera. Innym razem hulający i świszczący wiatr zapowiada czające się w oddali zagrożenie. Autorka zmyślnie stosuje spójne i dopasowane do roli dialogi, trzymając naprawdę równe tempo akcji. Płynnie przechodzi od refleksji bohaterów do dynamicznych, mięsistych scen walki w zamkowych lochach lub do mrocznych spotkań z Topielcami i zmiennokształtnymi bestiami.
Nie wszystkie elementy historii zagrały idealnie i zgodnie ze sztuką. W moim odczuciu największym mankamentem wpływającym na immersję były wstawki zbyt potocznego języka wplecione w usta młodych postaci. W klimacie narzuconego high fantasy, w którym obcujemy z magią, zakonami, rycerzami czy abstrakcyjnymi artefaktami z innych wymiarów, zbyt bliskie naszym czasom słowa wplecione w usta bohaterów wybijały mnie z rytmu.
Drugą kwestią, która jest równie istotna, jest dawkowanie informacji. Przy mnogości postaci i wątków wcale nie trzeba podawać faktów w sposób dosłowny i łopatologiczny. Wierzę, że autorka spokojnie mogłaby zaufać czytelnikom i wprowadzić ich w zasady rządzące światem przedstawionym w bardziej subtelny sposób.
Narzucone w powieści tempo może wprowadzać trochę chaosu, a w moim przypadku pełne wsiąknięcie w to fantazyjne uniwersum i utożsamienie z bohaterami nastąpiło dopiero w drugiej części. Przez pierwsze rozdziały odczuwałam, że zamiast podążać tuż obok bohaterów, praktycznie zaglądając im przez ramię, gdy walczą z bezgłowym stworem, ciągle biegam tuż za nimi, nie mogąc dogonić ani Jaspera, ani jego druhów, wrogów, czy nawet nieżyjących już rodziców. Na szczęście druga część książki rzuca szersze światło na motywacje bohaterów, ich przeszłość i łączące ich relacje.
Mimo tych kilku niedociągnięć „Jasper Snider i tajemnica Cieni” to kawał naprawdę przyjemnej i wciągającej prozy z pogranicza young i new adult. Choć bohaterom nieustannie towarzyszą strach, walka i widmo śmierci, w sercu tej historii leży motyw akceptacji siebie, własnej przeszłości i prawdziwa przyjaźń rodząca się w obliczu zagłady świata. Ale czy to nie nić przeznaczenia wiąże tę trójkę, zręcznie splatając ich losy?
Karolina Janetta
Kinga Leszczyńska, „Jasper Snider i tajemnica Cieni”, Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze