„Chłód” jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Weroniki Mathii. Nie mogę jej porównać z poprzednimi pozycjami w dorobku, ale mogę stwierdzić, że trochę pechowo zasiadłam do czytania po „Zanim otworzysz drzwi” M.D. Holloway. Była to ostra zmiana tempa zarówno akcji, jak i czytania.
Teoretycznie ta pozycja ma dwójkę głównych bohaterów: 40-letnią technik kryminalistyczną Karolinę Rawę i Szymona Białego, który po 30 latach odsiadki opuszcza mury więzienia. Napisałam „teoretycznie”, bo Szymon żyje praktycznie wyłącznie tym, co wydarzyło się przed laty. Większość, jeśli nie wszystkie jego rozdziały są retrospektywne, a głosu dojrzałego byłego więźnia praktycznie nie dostajemy. Karolina z kolei niespecjalnie skupia się na sobie (jej jedyny rys charakterologiczny to osamotnienie i empatia wobec przygarniętego kota), a na śledztwie w sprawie podejrzanej śmierci Patryka, homoseksualnego guru makijażu i zarazem wnuka Szymona. Oprócz nich dostajemy również kilka rozdziałów z perspektywy innych postaci, ale ogólnie rzecz biorąc, mamy dwie płaszczyzny czasowe: rok 1994 i 2024, z zastrzeżeniem, iż przeszłość obejmuje zaledwie sześć dni, a coraz bardziej rozwarstwiona teraźniejszość jakieś cztery razy tyle.
Zwykle w przypadku książek, w których ktoś jest za coś skazany i umiera albo wychodzi na wolność, więc sprawa wraca jak bumerang, sednem jest morderstwo i podawanie w wątpliwość winy osadzonego. Nie tym razem. Szymon Biały zamordował swojego przyjaciela i każdy o tym wie. Nawet jego rodzina, która przyjmuje go pod swój dach, nie zastanawia się, czy doszło do okrutnej pomyłki, a fakt, iż w ich piwnicy mieszka morderca, zdecydowanie nie jest ich jedynym problemem. Jest i nieuleczalna choroba, alkoholizm, odmienna orientacja seksualna, internetowy hejt i zgodnie z tytułem oziębłe relacje. Trochę tego za dużo jak na mój gust.
W przypadku Białego pozostaje nam więc jedynie kwestia motywu. Równocześnie próbujemy odkryć, jak z sylwestrową zbrodnią sprzed lat powiązane są te współczesne i to jest element, który moim zdaniem wypadł najmniej przekonująco. Rawa jako technik ma dostęp do szczątkowych informacji. Nie dostajemy pełnokrwistego zbierania dowodów i szukania sprawcy/ów, a jedynie przeglądanie zdjęć czy mediów społecznościowych. Ciężko z tego samemu skleić jakąś całość i w zasadzie już po zakończeniu lektury nie mamy poczucia, że dostaliśmy wszystkie odpowiedzi.
Weronika Mathia stworzyła bardzo… spokojny i refleksyjny, żeby nie powiedzieć smętny, kryminał. Jeśli chodzi o styl, wiele rzeczy jest tu przegadanych czy przesadzonych. Czasem musiałam się zatrzymać i zastanowić, co miała na myśli, pisząc „To wszystko było jednak na pokaz, bo Karolina wiedziała, że każde szkło ma przed czymś chronić”, „Przebywanie z Patrykiem przypominało jedzenie czekolady z bąbelkami”, „Samotność była tak dotkliwa, że wręcz czuła ją w sobie”. Co więcej, mamy do czynienia tylko z kilkoma rodzinami, a jednak udaje jej się zamotać wzajemne powiązania między ich członkami. Sama w pewnym momencie zdziwiłam się, widząc słowo „siostrzenica”, bo byłam przekonana, że bohaterka miała dwóch synów, a nagle zostaje wprowadzona nieobecna córka.
Podsumowując, „Chłód” to książka, w której próżno szukać wielkich emocji czy gorączkowego składania elementów układanki. Autorka stawia na nostalgiczny klimat upadłego ośrodka wypoczynkowego i mocno pogmatwane relacje międzyludzkie.
Izabela Fidut
Weronika Mathia, „Chłód”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2026.
Komentarze